top of page

Środek lata, bobas w mieście i powody dla których nie lubisz gotować - czyli migawki lipcowe.

Zdjęcie autora: Agnieszka
Agnieszka
31 lip
6 minut(y) czytania

MIGAWKI / CIĄŻA I MACIERZYŃSTWO / LIFESTYLE / KULTURA I SZTUKA /




Środek lata trwa w najlepsze, a on zawsze kojarzy mi się z beztroską i nieśpieszną celebracją prostych, życiowych przyjemności: kawy na świeżym powietrzu, smakowania czereśni wprost z koszyczka, uczucia ciepłego piasku pod stopami. Czy w tym roku faktycznie tak wiele się pod tym kątem zmieniło, z uwagi na to, że zostaliśmy rodzicami? Czy mamy jeszcze czas na te letnie uciechy? Minęły 2 miesiące, odkąd nasza córeczka pojawiła się na świecie. Przez ten czas zdążyliśmy z mężem już trochę "okrzepnąć", a więc dzisiaj mogę na to spojrzeć już z pewnego dystansu. I chociaż to prawda, że nasza rzeczywistość w pewnym sensie "wywróciła się do góry nogami", to jednak nadal zostaję przy swoim, stwierdzając, że "nie jest aż tak źle, jak mówili, że będzie". Przynajmniej na razie ;) Nie wszystko poszło w tym miesiącu tak, jak sobie wyobrażałam, ale pojawiły się za to nieoczekiwane zwroty akcji, które wszystko wynagrodziły. Cóż, nie przedłużając, zapraszam Was na podsumowanie lipca!



/1. Nasze poranki. /2. Ten jeden dzień, w którym towarzystwo postanowiło dłużej pospać, a ty zdążyłaś spokojnie ogarnąć siebie, zwierzaki, a nawet kuchnię i zaraz siadasz do pisania bloga. /3. Koniec spania za 3, 2, 1... /4. Czas na poranne ćwiczenia./


/1. Ale przynajmniej udało się zjeść śniadanie i wypić kawę (ciepłą!). /


Odkąd w zeszłym roku powiększyliśmy kuchnię, mam wrażenie, że przebywamy w niej znacznie częściej - i to całą rodziną (włączając 2 koty i psa). Decyzja o jej remoncie, była jedną z najlepszych jaką podjęliśmy względem tego mieszkania i znacznie poprawiła nasz komfort. To pomieszczenie przestało służyć tylko i wyłącznie do gotowania, a stało się prawdziwym rodzinnym centrum, w którym gotujemy, jemy posiłki i przegadujemy bieżące sprawy. Przyznam, że trochę brakuje mi tych poranków, kiedy siadałam przy naszym marmurowym stoliczku z Pismem Świętym i spokojnie rozpoczynałam dzień (teraz robię to zazwyczaj podczas porannego karmienia), ale wiem, że ten czas jeszcze wróci (choć może nie w tym mieszkaniu ;)). Dostaję od Was co jakiś czas pytania odnośnie naszej kuchni , a więc w końcu postanowiłam je wszystkie zebrać i utworzyć osobny wpis na ten temat. Możecie się go spodziewać jeszcze w te wakacje :)



/1. Sporo życia toczy się w naszej kuchni. Lubię, jak mała towarzyszy nam również tam. /2. "Halo, czy ktoś pamięta o moim śniadaniu?" /3. Jak lato, to zabieramy się za ciasto cytrynowe, na które przepis znajdziecie tutaj. /4. Pięć minut spokoju. /5. Coraz więcej gotujemy w naszej żeliwnej brytfance, a ja nie wiem jak do tej pory mogłam bez niej żyć. /6. Mój prezent urodzinowy - już od dawna chciałam mieć u siebie ten kubek. Kocham za wzornictwo, pojemność no i przekaz. Polecam na poprawę humoru pić w nim kawę patrząc w lustro ;)/


Lipiec to również miesiąc moich urodzin, które najbardziej lubię świętować z najbliższymi osobami i przy dobrym jedzeniu. Choć nasze początkowe plany świętowania w jednej z ulubionych restauracji nie wypaliły ze względu na pogodę (tego dnia mocno padało i zrobiło się zimno), ten dzień i tak przebiegł bardzo przyjemnie i był pełen spontanicznych gości: najpierw wpadła do mnie mama, potem ciocia, a popołudniu jeszcze siostra - nie narzekałam więc kompletnie na brak wrażeń, a dzień przeleciał mi jak rozpędzony pociąg. Z kolei następnego dnia, pogoda obróciła się o 180 stopni i przywitało nas piękne słońce, więc zrobiliśmy sobie frajdę i przedłużyliśmy świętowanie o jeszcze jeden dzień. Spędziliśmy go w jednym z naszych ulubionych miejsc: Parku Sołackim, w którym znajduje się piękna i klimatyczna restauracja - naprawdę Wam ją polecam, bo jedzenie jest tutaj obłędne, a w dodatku można się nim rozkoszować podziwiając piękne wnętrza, oraz widok na park.


/1. Zrobiony przez męża. Czekoladowy aż na wskroś. /2. Niby takie małe to mieszkanie, a mam wrażenie, że przy tym stole ciągle impreza, za imprezą...kiedyś siedziało tu ponad 20 osób. Też nie wiem jak. /3. Mój wymarzony prezent.


/1-6. Moi ulubieni ludzie. W moim ulubionym miejscu./


Jeśli czegokolwiek mi brakowało przez ostatnie 2 miesiące, to były to na pewno nasze "wyjścia" w celu obcowania z różnego rodzaju sztuką i dobrą kuchnią. Przed narodzinami córeczki prowadziliśmy na tym polu dość aktywny tryb życia, i chociaż bardzo ceniłam sobie ten spokój przez pierwsze tygodnie w trójkę, to po upływie paru, zaczęłam już trochę tęsknić za takimi aktywnościami. Kiedy więc nadszedł ten błogosławiony dzień, w którym mogliśmy już swobodnie wyjść do ludzi i świata, mocno odetchnęłam. W ciąży zastanawiałam się jak to będzie, czy powinniśmy mocno ograniczyć nasze towarzysko - kulturowe życie ze względu na maluszka, czy wręcz przeciwnie - zostawić wszystko tak jak jest i stopniowo ją przyzwyczajać do takiego trybu życia. Opinie na ten temat (jak każdy związany z rodzicielstwem) są mocno podzielone, ale postanowiliśmy zaufać swojej intuicji i powoli przyzwyczajać córeczkę do spędzania czasu poza domem, na początek praktykując z nią dłuższe spacery, spotkania rodzinne i wyjścia do restauracji. Póki co - idzie nam całkiem nieźle i nie zauważam żadnych protestów ze strony córki ;) Najbardziej zależy nam jednak, aby już od maleńkości uwrażliwiać ją na sztukę (co praktykowałam już będąc w ciąży), dlatego niebawem mamy w planach wprowadzić różne kulturalne wydarzenia do naszego kalendarza. Idąc za ciosem zaczęłam rozglądać się za specjalnie skierowaną do maluchów ofertą w tym zakresie i natrafiłam na ciekawie zapowiadający się koncert, na temat którego możecie poczytać tutaj. My już kupiliśmy bilety, więc możecie za jakiś czas spodziewać się recenzji, ale jeżeli jesteście zainteresowani, polecam się spieszyć, bo bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki. Co jeszcze mamy w planach? Na pewno koncert we Wrocławskim NFM-ie, choć to już większa wyprawa... ale dla takich koncertów, jestem przekonana, że warto.


W Poznaniu również funkcjonuje oferta skierowana do najmłodszych melomanów, ale aktualnie nie widzę żadnych terminów na koncerty. Możecie być jednak pewni, że będę to śledzić i w razie czego dam znać ;) A mowa tu o tym i tym koncercie, który, mam nadzieję, wkrótce pojawi się w harmonogramie Teatru Wielkiego.

Stałą i ciekawą muzyczną ucztą, którą bardzo dobrze znam, jest na pewno cykl koncertów w ramach programu Pro Sinfonika, którego ja i moje rodzeństwo byliśmy odbiorcami jako dzieci. Wtedy nie doceniałam tego należycie, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że była to jedna z najlepszych inwestycji w mój rozwój. Zatem jeżeli macie maluszki w wieku min. 3 lat, koniecznie zainteresujcie się tym wydarzeniem!


/1-2. Sztuka uliczna ma się tu całkiem dobrze, co rusz kawał dobrej muzyki, architektury, przydarzył się nam nawet zabytkowy tramwaj./ 3. "Jaki smak mleka dziś zamawiasz Córciu"? /4-5. Stare, dobre Da Vinci. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze "chwilę" temu pisałam przy tych wielkich oknach swoją pracę magisterską. /6. Nasz pomost.


Niewątpliwie najbardziej wyczekiwanym przez nas wydarzeniem lipca, była wspólna Msza Święta, którą postanowiliśmy przeżyć w klasztorze Ojców Dominikanów, do którego chodzimy najczęściej. Nie spodziewałam się, że wzruszę się tym faktem aż tak bardzo... ale tak to jest, kiedy odkrywasz, że że jeszcze "przed chwilą" byliśmy tymi świeżo upieczonymi małżonkami, którzy 5 minut przed mszą desperacko szukają miejsca do zaparkowania (bo oczywiście wyszliśmy z domu zbyt późno), i w czasie mszy, tylko raz po raz przyglądają się takim rodzinkom, zastanawiając się czy kiedyś staniemy się jedną z nich i modląc się, żeby tak było. A potem rozmawiają o tym przy cappuccino w starym, dobrym da Vinci. Dziś widzę tych samych małżonków. Te same miejsca, te same kadry, to samo cappuccino. Tylko jakby słońce piękniej świeci.




Można powiedzieć, że mamy za sobą coś w rodzaju pierwszych wakacji, choć może precyzyjniej byłoby powiedzieć "przedsionka wakacji". Wszystko dlatego, że rodzice męża wyjechali na urlop, a my, tradycyjnie w tym czasie mieszkaliśmy w ich domu, doglądając dobytku i opiekując się zwierzakami. Tym razem postanowiliśmy przenieść się tam całą rodziną, co poskutkowało faktem, że pod swoją opieką mieliśmy nie tylko dwumiesięcznego bobasa, ale także 2 psy i cztery koty :D Jeśli właśnie pomyśleliście, że to kompletnie szalone, to tak, macie całkowitą rację. Ale przynajmniej się nie nudziliśmy ;)


/Dylematy z cyklu "spakować - nie spakować" czas - start./


/1. Ten moment, kiedy zwierzaki odpoczywają, córcia śpi, a każdy z nas dłubie swoją pracę. O takim obrazku marzyłam od lat. /2. Sjesta./


Bardzo lubię aktywne życie, a w tym wszelkie wakacyjne wyjazdy - nawet jeśli to tylko tydzień w domu teściów (choć chyba nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa na tym polu...), ale to co jest w tym równie fajnego, to powroty. Prawda jest taka, że chcąc - nie chcąc, jestem domatorką. Lubię swoje rutynowe i proste domowe życie, mam swój ulubiony kubek i cykl czyszczenia w zmywarce. I nieważne dokąd jedziemy, czy to polska wieś, czy zagraniczne tropiki - zawsze wracam do domu z utęsknieniem... i z wiekiem chyba coraz bardziej w sobie to lubię.



/Jeden z ulubionych kadrów./


/Mówią, że jeśli nie lubisz gotować, to oznaka źle zaprojekowanej, niezgodnej z twoim stylem kuchni. Potwierdzam! A przepis na "szarlotkę pod pierzynką" znajdziecie tutaj./


/1-4. Nasza "nadjeziorna" terapia./


/1. "Dobrze, czas zabrać się za pranie". /2. "Wolisz się jeszcze przytulać? Ok./


/1-2. Kiedy wreszcie po paru miesiącach przeglądania i porównywania, i tak kupujesz tę szafkę, którą wybrałaś na początku. Ale ten kolor! Zarówno szafka, jak i konewka (chyba już wycofana z oferty) są z sieciówki, którą każdy z Was zna./


/Pierwsze wycieczki rowerowe też za nami ;)/


/Lato to oczywiście czas remontów - i chociaż nie planuję jeszcze powrotu do pracy na dobre, rozruszam się trochę na metamorfozie łazienki w rodzinnym domu ;) jeśli lubicie takie tematy, zaglądajcie do mnie w następnych tygodniach!/


Naładowana słońcem i pozytywną energią, z ciekawością wyglądam sierpnia, który zamierzam wycisnąć jak cytrynę. To w końcu ostatni miesiąc, w którym możemy sobie pozwolić na celebrację nieśpiesznego, cudownego wspólnego czasu - zanim powrócą obowiązki zawodowe, praca do późnych godzin i terminy - wiecznie na "wczoraj" ;) Przypuszczam, że jak to ja - pod koniec sierpnia już nawet trochę zatęsknię za stałą rutyną tygodnia, niczym uczennica wyglądająca szkoły, którą lubi... ale teraz nie czas na to. Jeszcze nie :)







***

Komentarze


bottom of page