"Najpiękniejszy miesiąc maj" - oraz rok, który sprawił, że w naszej rodzinie to już nie tylko porzekadło. Migawki majowe.

MIGAWKI / CIĄŻA I MACIERZYŃSTWO / LIFESTYLE / SZCZĘŚLIWY DOM / PODRÓŻE

"Czy to ostatnie migawki, które piszę dla Was we względnym spokoju, nieprzerwane dziecięcym płaczem? Zobaczymy - czekam na to, co przyniesie los. I jeszcze na pierwsze, ciepłe wieczory. No dobrze, na ten płacz tak naprawdę też". Tym zdaniem zakończyłam poprzednie "Migawki" i choć było to zaledwie miesiąc temu, ja czuję się tak, jakby od tego momentu minęło co najmniej pół roku. Och, Maju. Byłeś tak nieprzewidywalny, intensywny w zapachy i przeżycia, byłeś rozpędzony jak pociąg, ale niespieszny, spokojny i czuły jednocześnie. Byłeś tak piękny i wyjątkowy, że chociaż będę próbowała cię złapać i opisać słowami, to wiem, że uda mi się oddać zaledwie małą część tej magii, którą nam przyniosłeś, a twoje pełne bogactwo mogę jedynie przekuć w najpiękniejsze, żywe wspomnienie i troszczyć się o nie tak, by z biegiem lat wciąż takim było.
/1-2. Poznański Bieg Konstytucji 2026; trasa: Staw Olszak - Polana Harcerza. Tego dnia słońce nieźle przygrzewało, na szczęście większość trasy do przebiegnięcia była w lesie. Chłopaki dzielnie sobie radzili, a my czekałyśmy na nich cierpliwie w miejscu startu i mety jednocześnie. No, może pewna mała osóbka mniej cierpliwie - ona biegała w tym czasie swój własny maraton ;). /
Mało jest sportów, których nie lubię, natomiast bieganie spokojnie mogę wrzucić do worka z napisem "temu już dziękujemy". Z bieganiem ostatni raz na poważnie miałam styczność w szkole podstawowej, kiedy z okazji Dnia Sportu, brałam udział w biegu na 400m - i co dziwne, poszło mi na tyle dobrze, że zdobyłam wówczas brązowy medal :) ale jednak nie przełożyło się to zupełnie na moje dalsze biegowe namiętności (zdecydowanie wolę długie spacery, albo jazdę konną). Natomiast siedzieć na zielonej trawce, grzać się w przyjemnym, majowym słońcu i kibicować swojemu mężowi i szwagrowi - o, to już zupełnie co innego. Szczerze mówiąc, byłam na tego typu biegu pierwszy raz i muszę przyznać, że panująca tam atmosfera, przepełniona słońcem, skubaniem kępków trawy i tymi wszystkimi ludźmi w kolorowych koszulkach, rozgrzewających się, bądź rozmawiających o skomplikowanych technikach rozciągania tuż przed startem, z budkami z jedzeniem i mało śmiesznymi żartami prowadzącego - bardzo mi się spodobała i wprowadziła mnie w prawdziwie wakacyjne i błogie poczucie relaksu. Kto wie, może jeszcze kiedyś wybiorę się na coś podobnego (oczywiście jako kibic, wolneeego ;)).
A propos spacerów - następnego dnia też trochę nas nosiło, postanowiliśmy więc wybrać się przechadzkę do jednego z naszych ulubionych miejskich parków w Poznaniu, czyli Parku Wilsona (drugim jest Park Sołacki). Naprawdę się cieszyłam, że udało nam się odwiedzić to miejsce jeszcze przed porodem. Chociaż to po prostu miejski park jakich wiele, jest w nim coś, co sprawia, że tam wracamy. Nie wiem czy wiecie, że obecnie poznańska Palmiarnia jest przebudowywana ze względu na zły stan techniczny budynku? Prace mają potrwać długo (planowane zakończenie podobno dopiero w 2030 roku...!), miejmy więc nadzieję, że efekt będzie tego warty (na wizualizacjach wygląda obiecująco). Więcej o tym przedsięwzięciu możecie poczytać tutaj. A co po spacerze? Oczywiście kawka - choć tym razem była to raczej lemoniada w towarzystwie obłędnej owocowej tarty. Wszystko to oczywiście w cudownej Petit Paris , którą kocham bezgranicznie nie tylko za jedzenie, ale przede wszystkim za ten iście paryski klimat, uroczą werandę z kolumnami no i moje ulubione kawiarniane stoliki z marmuru (kilka lat temu zamarzyłam sobie taki do własnej kuchni i w zeszłym roku wreszcie udało mi się to marzenie spełnić :)).


Maj jest u nas zawsze ciekawym miesiącem, w którym całkiem sporo się dzieje, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Jeśli o mnie chodzi, to z wiadomych względów, w tym roku skupiam się na tej drugiej sferze, w której mieszczą się głównie 2 ważne wydarzenia: urodziny mojego męża, oraz Dzień Matki, który od kilku lat rodzinnie świętujemy w ogrodzie mojej mamy (w tym roku zabrakło nas na tej imprezie, ale o tym za chwilę). Nie wiem czy to z powodu przywiązania do umiaru i potrzeby nie gromadzenia kolejnych zbytecznych przedmiotów, ale coraz częściej praktykujemy z moim mężem rzeczy niematerialne w ramach prezentu - i muszę przyznać, że sprawdza nam się to świetnie. Oczywiście żadne z nas nie ma nic przeciwko podarunkom w postaci "rzeczy", jednak staramy się zwracać uwagę, żeby były one raczej praktyczne - czyli takie, których potrzebujemy (lub jeszcze nie wiemy, że potrzebujemy;)). Być może zastanawiacie się co można zaproponować zamiast nowej koszuli, książki, czy biżuterii? Na szczęście naprawdę sporo, poczynając od kolacji, wspólnego wyjścia do kina, czy muzeum, warsztatów (np. z ceramiki, rysunku, robienia zdjęć, czy tworzenia doskonałej pizzy), voucherów na masaże, albo inne, lubiane przez solenizanta aktywości, a na wyjazdach małych i większych kończąc. Ja na przykład dostałam kiedyś na urodziny najwspanialszy prezent pod słońcem - mój mąż zorganizował dla mnie prywatną wycieczkę szlakiem najpiękniejszych poznańskich kamienic (czy kiedyś wspominałam, że je uwielbiam?), pod okiem czarującego przewodnika - Zbigniewa Zachariasika, który ma ogromną wiedzę i aż bije od niego pasja do tego rodzaju architektury. Jeśli Was również interesuje taki temat (który jest bardzo szeroki, bo podczas takiego spaceru, rozmowy o architekturze to zaledwie preludium do wspaniałych historii dawnego Poznania, w tym jego najbardziej popularnych, a jednocześnie prawie w ogóle nieznanych zakątków), to koniecznie zapiszcie sobie tę nazwę: Klatki schodowe warte Poznania - a potem się nie zastanawiajcie, tylko zapisujcie się na miejski spacer :) Dla zachęty pozostawiam Wam jeszcze ten ciekawy wywiad - możecie tam nieco bliżej zaznajomić się ze Zbyszkiem i jego wyjątkową pasją. Od siebie dodam, że w realu te poznańskie klatki schodowe jak i same spacery są po prostu fascynujące, a sam przewodnik jest zdecydowanie tak bardzo sympatyczny, na jakiego wygląda :) Ale wróćmy do urodzin Kuby. W tym roku postawiłam na mini wyjazd, który właściwie miał być łącznikiem dwóch aspektów: urodzin, oraz podziękowania za cud poczęcia (w tym celu naszym pierwszym punktem na mapie wycieczki była Częstochowa). Szczęśliwie się złożyło, że dzień urodzin Kuby wypadał w środę, czyli w dzień, który mój mąż ma zazwyczaj wolny od pracy. Nie wiem czy kiedykolwiek próbowaliście takiego spontanicznego, szybkiego wyjazdu w środku tygodnia - jeśli tylko macie możliwość, gorąco Was zachęcam, aby spróbować. Nasz trwał zaledwie 1,5 dnia (w czwartek po południu Kuba szedł już do pracy - i jechaliśmy tam prosto z urodzinowej trasy), ale to wystarczyło, aby nieco odpocząć i nabrać nowych sił na końcówkę tygodnia. Jeśli jesteście ciekawi co dokładnie zobaczyliśmy i jak przebiegała nasza urodzinowa podróż, koniecznie zajrzyjcie do tego wpisu - jestem prawie pewna, że o tych niepozornych atrakcjach nie słyszeliście, a naprawdę warto je zobaczyć!

/ Kiedy ni stąd, ni zowąd, stajesz się integralną częścią krajobrazu. /
/1. Ten moment, kiedy zgubisz szlak i żeby się wydostać z parku, musisz na chwilę wcielić się w rolę intruza ;) ale przynajmniej wyszła z tego naprawdę fajna rolka, która zdaje się, że Wam również przypadła do gustu :) /2. Świętowanie bez dobrego obiadu, to żadne świętowanie, wiadomo. /.

/Ten mój mąż to coraz ładniejsze zdjęcia mi robi :) /.
A Wy co robiłyście na końcówce ciąży dziewczyny? Chodziłyście na spacery, albo spotkania na mieście? Leżałyście, po prostu czekając na godzinę zero? A może jadłyście żelki przed telewizorem? :)

/ Och, te wahania nastroju na końcówce.../
/ 1. Jedyny powód, dla którego regularnie zadzieram nosa wysoko do góry ;) / 2. Pierwsze w sezonie. W sensie, że truskawki, bo lody to akurat nie. / 3-4. Fakt, że mieszkamy nad jeziorem, wzdłuż którego przy jednym brzegu można przejść się uroczą promenadą, sprawia, że często czujemy się tutaj trochę jak nad morzem. I nawet można zjeść gofry. / 5. Wieczorne refleksy. /6. Wchodzimy do pachnącej dżungli. /
/1-2. Kiedy testujesz nowy przepis na bloga, już na zapas robiąc zdjęcia - i parę dni po zjedzeniu stwierdzasz, że przepis wyszedł super, ale niestety nie zrobiłaś dosłownie żadnej fotki z upieczoną tartą... w związku z czym musisz ją zrobić jeszcze raz (w sumie, to nie do końca zła informacja ;)) ./
/1-2 W Dzień Matki w kuchni czekała na mnie taka słodka niespodzianka od męża. Bo według niego upragnione maleństwo, które nosiłam pod sercem, już jak najbardziej sprawiało, że mogłam obchodzić to piękne święto :)./
/1-2 Jakie tak naprawdę jest to macierzyństwo? Czy to faktycznie głównie krew, pot i łzy? Na różne treści trafiałam podczas ciąży i przyznam, że temat "cierpiącej matki" mocno mnie przytłaczał. Napisałam o tym osobny artykuł, w którym dzielę się swoimi przemyśleniami na ten temat./
/1-2 Chyba nie przypuszczałam, że będą to jedne z ostatnich zdjęć przed porodem :)/

/ Co myślałam, że będę czytać w trakcie ciąży... versus co czytałam - jeśli jesteście zapisani na newsletter, to wkrótce poleci do Was mail z polecajkami książkowymi, a na razie część z nich możecie zobaczyć w rolce :). /

/ Na dzień przed porodem, wieczorem poczułam nieodpartą potrzebę, żeby pójść na Mszę Świętą. Intuicja? Nie wiem, ale kiedy przyszło co do czego, cieszyłam się, że miałam tę możliwość - dało mi to dużo siły i spokoju, /

/ A to ostatnie zdjęcie, które zrobiliśmy tuż przed wyjazdem do szpitala :) /
Moment w którym wróciliśmy do domu już w trójkę, był dla mnie po prostu czystym szczęściem. Przez ostatnie dni przewinęło się u nas tak wiele emocji i myśli (często skrajnych), że do tej pory próbuję to wszystko jeszcze jakoś pozbierać i nazwać. Dziś, kiedy mija dokładnie 11 dzień życia naszego Malucha, czuję przede wszystkim ogromną wdzięczność i bezgraniczną miłość. Tak, nie zawsze jest łatwo, pewne rzeczy przychodzą mi z trudem i wciąż uczę się cierpliwości - ale cieszę się, że póki co - jeszcze jej nie zatraciłam.

/Moment, w którym dociera do ciebie, że te wszystkie "złote rady" na temat tego, że żeby dotrzeć do ludzi w internecie, to trzeba proponować kontrowersyjne, krzykliwe treści - były jedną wielką bzdurą. W dodatku okazało się, że kontrowersją w dzisiejszych czasach jest coś tak prozaicznego, jak docenianie małych gestów. Pozostaje odetchnąć, robić swoje i nie zważać na to, co ludzie gadają. /

/ Gdy przychodzisz w końcu ze szpitala do domu, a tam czeka na ciebie pięknie wysprzątane i przystrojone mieszkanie, kwiaty w każdym pomieszczeniu i oczywiście pączek :) /
/ 1. Wierzcie lub nie, ale ta jedyna, boska zupa owocowa z czasów dzieciństwa, zrobiona przez moją mamę, była jedną z motywacji podczas porodu. /2-4. Nowa rzeczywistość. W zasadzie zaskoczyło mnie z jaką naturalnością zaakceptowałam fakt, że wkroczyliśmy w etap, w którym prawie w każdym kącie mieszkania będą leżały jakieś przypadkowe rzeczy - co nie zmienia faktu, że po kilku dniach jednak odzywa się moja stara natura - i zabieram się do sprzątania ;) /5. Miłość w najczystszej postaci. /6. Kiedy zwykłe małe rzeczy cieszą cię jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. /
/1-2. Połóg zdecydowanie jak na razie jest dla mnie w miarę łaskawy, chociaż dał mi już do zrozumienia, że muszę jeszcze bardziej słuchać swojego ciała i nie "przegiąć". Tu dzień, w którym czułam się świetnie, zatem ogarnęłam siebie, mieszkanie, zrobiłam pranie, popracowałam nad kontentem, poszliśmy na spacer... a następnego dnia wylądowałam w łóżku z gorączką i dreszczami. /
/1. Moment, w którym czujesz, że wszystko wraca do normy, a trud ciąży i porodu odchodzi w zapomnienie... to moment, w którym mieścisz się w ukochane dżinsy ;) /2. Mogłabym tak godzinami na nich patrzeć! /3. Kiedy orientujesz się, że poza paroma innymi drobnostkami, będziesz musiała nauczyć się jeść zdecydowanie szybciej niż masz to w zwyczaju. /
Tymczasem z dnia na dzień, stopniowo, uczymy się nowej pięknej roli, powoli i z wyrozumiałością, ale również z ogromną ciekawością. Co jest za zakrętem? Co czeka nas jutro, za tydzień, za rok? Jedno jest pewne - nic już nie będzie takie samo, jak wcześniej. My również. Wiem, że zajdą w nas pewne nieuniknione zmiany, choć jak siedzę wieczorami i analizuję miniony dzień, patrzę na naszą nową rodzinę, to myślę sobie: "kurczę, to nadal jesteśmy my - ci młodzi, trochę szaleni, a trochę niepewni, ale na pewno radośni i zakochani ludzie, którzy "raz na wozie, raz pod wozem, ale wciąż jadą - i wciąż razem". Dajemy sobie przyzwolenie na błędy, na bycie nieidealnym. Presja nie jest nam potrzebna. Zrozumienie, czułość, spokój i radość ze wspólnego przebywania - jak najbardziej tak.

***






































Witaj Agnieszko, dziękuję za ten wpis na blogu. Muszę Ci przyznać, że z niecierpliwością czekałam na ten artykuł. Zastanawiałam się, czy już urodziłaś Maleństwo i kiedy nas o tym powiadomisz. Baaaardzo się cieszę, że już jesteście w trójkę. Dziękuję Ci za to, że dzielisz się z nami Twoim życiem, ale i tym, że BÓG jest dla ciebie ważny. Wzruszyłam się jak przeczytałam, że byliście podziękować za dar poczęcia u Matki Bożej w Częstochowie i na Mszy Świętej przed porodem. To ważne świadectwo. Życzę Waszej rodzinie wszystkiego co najlepsze, aby Wasza miłość nadal się rozwijała, a Maleństwo przynosiło Wam wiele radości.