Szybki urodzinowy wypad na 2 dni - czyli kolejne miejsca z duszą, które odkryliśmy na południu Polski

PODRÓŻE / KULTURA I SZTUKA

Początek maja to u nas zawsze okazja do świętowania, bo właśnie wtedy przypadają urodziny mojego męża. Od paru lat coraz częściej stawiamy w tym czasie na szybkie - i niekiedy zupełnie spontaniczne wypady - i nie chodzi tylko o alternatywną dla tej materialnej formę prezentu, ale przede wszystkim o czas spędzony razem. Nie raz odkryliśmy, że nawet kiedy nie ma go zbyt dużo (tym razem były to niecałe 2 dni), to i tak można przez ten czas trochę odpocząć, złapać oddech, a co najważniejsze: pobyć ze sobą. Idealnie jeśli uda się to zrobić w jakimś ciekawym miejscu (najlepiej z duszą) - i tym razem właśnie tak było, dlatego jeżeli jesteście ciekawi co nowego odkryliśmy na południu Polski, a być może sami szukacie jakiegoś fajnego pomysłu, np. na weekendowy wyjazd (także z dziećmi!), to nie przedłużając - zapraszam Was na nowy wpis!
/1-2. Częstochowa była naszym pierwszym punktem wycieczki. To dla nas szczególne miejsce, a w tym roku mieliśmy naprawdę ważne powody, żeby tu przyjechać: zawierzyliśmy naszą powiększającą się rodzinę. I nawet zdążyliśmy na odsłonięcie Obrazu :)/
W dniu wyjazdu trafiła nam się fantastyczna pogoda, więc od razu po mszy św. ruszyliśmy na spokojny i niespieszny spacer. Jeśli nie znacie Częstochowy zbyt dobrze, pewnie myślicie, że oprócz Jasnej Góry, niewiele można tutaj zobaczyć. Nie jest to do końca prawdą i będę Was zachęcać, żeby mimo wszystko spróbować i trochę się tutaj poszwędać :) My, kiedy tu jesteśmy, zazwyczaj kierujemy się w stronę Alei Najświętszej Maryi Panny, czyli głównej, reprezentacyjnej ulicy w centrum, przy której można zarówno zjeść coś dobrego, kupić pamiątki, albo po prostu popodziwiać piękne kamieniczki. Punktem obowiązkowym na tej trasie są oczywiście dwa, przepiękne parki: 3 Maja, oraz im. Stanisława Staszica, które w tym okresie zachwycają kwitnącą roślinnością. To doskonałe miejsce, żeby pokontemplować trochę natury, niespiesznie przejść się po urokliwych mostkach, albo posłuchać szumiącej fontanny i odgłosów brodzących w stawach kaczek - czyli po prostu nabrać w płuca trochę powietrza i powygrzewać się w słońcu. Dla tych, którzy chcą czegoś więcej, na terenie parków znajdziecie też kilka ciekawych obiektów, które można zwiedzić, m.in. dawne Obserwatorium Astronomiczne, Pawilon wystaw czasowych i parę innych punktów. Niestety, aktualnie niektóre z nich są zamknięte na stałe, warto więc wcześniej sprawdzić ewentualną możliwość zwiedzania, jednak te dwa, wyżej przeze mnie wymienione, jak na razie pozostają otwarte :) A co po zwiedzaniu? Oczywiście czas na dobre jedzenie - my polecamy szczególnie restaurację Dobry Rok (przy Alei NMP) - jedzenie jest pyszne, a ceny naprawdę umiarkowane. Ponadto, restauracja posiada naprawdę przytulne wnętrze i uroczy ogródek z plażowymi koszami, w których można się wygodnie rozsiąść i odpocząć.
/1. Zieleń, śpiew ptaków i rozgrzewające promienie słońca. Niczego więcej mi nie trzeba. /2-4. Restauracja "Dobry Rok" jest jedną z naszych ulubionych w tym mieście - i choć zdążyliśmy o niej zapomnieć, bo ostatni raz byliśmy tutaj kilka lat temu, na szczęście ponownie na nią trafiliśmy :) /
W Częstochowie byliśmy już nie raz i nie dwa, dlatego pomysł, aby spędzić tutaj cały dzień, od początku nam się nie widział. Nie mieliśmy przygotowanego żadnego planu na dalszą część dnia, ale ponieważ oboje lubimy spontaniczne zwiedzanie, zupełnie się tym nie przejmowaliśmy. I słusznie, bo decyzję odnośnie tego co ze sobą dalej zrobić, podjęliśmy dosłownie w trakcie obiadu. Skuszeni obietnicą pięknych widoków, postanowiliśmy zwiedzić ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie (ok. 15 km od Częstochowy) - i to był strzał w dziesiątkę. Ruiny znajdują się w górach należących do pasma Jury Krakowsko - Częstochowskiej i należą do głównej atrakcji na szlaku tzw. Orlich Gniazd. Sama trasa jest naprawdę mało wymagająca i wg. mnie idealnie nadaje się także dla dzieci. Wejście na szczyt zajęło nam niecałe pół godziny (zaznaczę też, że nie byliśmy w ogóle przygotowani np. pod kątem obuwia, ale nie było to w zasadzie żadnym problemem, podobnie jak fakt, że byłam w 9 miesiącu ciąży :)).

/Końcówka górskiego spaceru doprowadziła do takiej urokliwej ścieżki, która zawiodła nas prosto do miasteczka. Ależ tam pachniało! /

/Na trasie do miasteczka, można natrafić na przykład na taki uroczy domek, który wygląda zupełnie jak z Bullerbyn. /



/A tu już na głównym placu Olsztyna, na którym okazało się, że jest akurat wystawa/.
Dzień urodzin szybko dobiegł końca, więc wieczorem wpakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do kolejnej wsi, oddalonej ok. pół godziny drogi od Olsztyna - przepięknych Nieznanic, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. W tej małej, niepozornej wsi znajduje się piękny, ponad stuletni pałac, otoczony niewielkim, za to dość tajemniczym ogrodem. Muszę Wam powiedzieć, że było to jedno z ciekawszych miejsc, które odwiedziliśmy. Pałac posiada klimatyczne, w większości z grubsza odnowione (czyli wcale nie wyglądające jak spod igły) wnętrza, w tym okazały hol wejściowy, restaurację, oraz nastrojowy taras, z którego rozpościera się wspaniały widok na zieleń. Kiedy tam weszliśmy, pomyślałam, że choć specyficzny klimat tego miejsca jest wyczuwalny dosłownie od progu, to na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli nie jesteście fanami drewnianych, trzeszczących podłóg, oryginalnej stolarki okiennej i drzwiowej, czy charakterystycznych dla takich miejsc "niedoskonałości" (czytaj: krzywizny na ścianach, brak windy, czy wysokie pomieszczenia, w których w upalny dzień pozostaje gorąco, pomimo klimatyzacji), to może być Wam ciężko się tutaj odnaleźć. Przebywając tutaj, ma się wrażenie, że ideą, która przyświeca prowadzącym to miejsce, nie jest wcale doprowadzenie obiektu do stanu "jak z katalogu", ale przede wszystkim zadbanie o to, aby to miejsce miało "duszę" - i to odczuwa się bardzo wyraźnie: przede wszystkim w niezwykle serdecznej atmosferze, jaka tu panuje. Choć spędziliśmy tutaj dosłownie jeden wieczór i kilka porannych godzin, celebrując niespieszne śniadanie, zdecydowanie odpoczęliśmy i nabraliśmy nowych sił. A cudowny świergot ptaków nad ranem, który nas zbudził, był doświadczeniem wręcz mistycznym. Zaciekawiłam Was? W takim razie zajrzyjcie na tę stronę, gdzie dowiecie się więcej.

/1-4. Najbardziej reprezentacyjna część pałacu to chyba to półpiętro. Można tu odpocząć, poczytać, pograć w gry, albo po prostu poobserwować zachwycający drzewostan, który przez te wielkie okna widać doskonale/.
/1. Kiedy detal robi znaczną różnicę. /2. A ten obraz chciałabym mieć u siebie./


Po śniadaniu i krótkim spacerze w przypałacowym parku, wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy dalej. Nasza wyprawa nieuchronnie dobiegała końca, zatem kierunek jazdy został obrany na Konin - ponieważ tego dnia Kuba rozpoczynał już tam popołudniowe zajęcia. Udało nam się jednak wygospodarować parę dodatkowych godzin, a ponadto i tak chcieliśmy jeszcze coś zjeść przed pracą, więc zajechaliśmy po drodze do urokliwego Piotrkowa Trybunalskiego - o którym szczerze mówiąc, nie wiedzieliśmy zupełnie nic. W tak krótkim czasie nie sposób tego miasteczka zwiedzić, ale udało nam się zahaczyć o Muzeum (swoją drogą o naprawdę ciekawej ekspozycji - do tego okazało się, że w czwartki wejście jest darmowe ;)), obejść klimatyczny ryneczek i parę tajemniczych uliczek dokoła, w gąszczu których zgodnie przyznaliśmy, że takie niepozorne miasteczka są dużo bardziej tajemnicze, niż wydaje się na pierwszy rzut oka - a to oznacza tylko jedno: warto szukać również takich mniej "nagłośnionych" miejsc na polskiej mapie - i nieśpiesznie zgłębiać ich historię, bo ta często ma nam do zaoferowania dużo więcej, niż przypuszczamy.



***































Komentarze