top of page

Projekt galeria na ścianie, idealna konewka i dalsze domowe rewolucje... czyli migawki kwietniowe

  • Zdjęcie autora: Agnieszka
    Agnieszka
  • 3 maj
  • 8 minut(y) czytania

MIGAWKI / LIFESTYLE



Wiklinowe krzesła przy białym stole z porcelanowym dzbankiem. W tle regał z książkami, plakat Monet, wazon z kwiatami. Jasne wnętrze.



Nigdy bym nie pomyślała, że pomimo rezygnacji z pracy zawodowej na jakiś czas, w efekcie czego sporo czasu spędzam teraz w domu, powiem któregoś razu: "ależ ten miesiąc był intensywny". Kiedy na potrzeby tego wpisu porządkowałam w głowie kolejne kwietniowe dni, zastanawiałam się, czy faktycznie tak dużo się działo, czy po prostu to ciąża sprawia, że pewne rzeczy przeżywam dużo mocniej i szybciej odczuwam zmęczenie? A może te dwie rzeczy naraz? Pewnie już tego nie rozstrzygnę, ale siedząc teraz przy stole i jednocześnie pisząc ten artykuł, próbując opanować kolejne narzędzia dedykowane SEO, piorąc ostatnie akcesoria dla Małej, planując wyjazd - niespodziankę na urodziny męża i gotując obiad, myślę sobie tak: chyba wciąż lubię, jak dużo się dzieje, i po prostu robię tyle, ile mogę - czytaj: na co pozwala mi czas, oraz moje ciało (które w ostatnich tygodniach zmienia się tak intensywnie, że nie mogę już nadążyć i nawet nie próbuję tego ukrywać). Tak, z całą pewnością, to był dobry miesiąc!




/1-3. W tym roku większość przedświątecznego czasu spędziliśmy po prostu na realizacji kolejnych etapów prac w naszym mieszkaniu, bo kiedy masz niespełna 50 m2, taka rewolucja jak nowy członek rodziny, często wymusza przeorganizowanie przestrzeni. Tak, galeria ścienna była absolutnie konieczna do zrobienia (planowana już w zeszłym roku!) - ktoś ma jakieś wątpliwości w tym temacie? ;)/4. Efekt końcowy. Stoimy i się patrzymy. A ja mam uśmiech od ucha do ucha./




Jeżeli Wy również planujecie w najbliższym czasie poprzywieszać na ściany trochę obrazów czy plakatów (a chcecie zrobić to w rozsądnym budżecie), to koniecznie zajrzyjcie na tę stronę (jest też możliwość zamówienia wybranych obrazów na płótnie!). Chociaż swoje grafiki miałam upatrzone już dawno, ich wybór jest tak duży, że ostatecznie trochę nad tym posiedziałam. Tak naprawdę polecam robić to na spokojnie i przeznaczyć na to zadanie przynajmniej kilka dni. Galeria ścienna to nie taka prosta sprawa jak by się wydawało, ale jeśli będziecie trzymać się kilku zasad, na pewno efekty będą warte starań - taka "ozdoba" wznosi estetykę wnętrza na nieco wyższy poziom (a w tym temacie napisałam niedawno ten wpis). Przede wszystkim pamiętajcie o tych kilku krokach:


KILKA PROSTYCH ZASAD, KTÓRE POMOGĄ DOBRZE ROZPLANOWAĆ
GALERIĘ ŚCIENNĄ:

  • dobrze zaplanować układ, a najlepiej rozłożyć szablony ramek (lub już kupione ramki) na podłodze, ewentualnie wyrysować wszystko na kartce. Zmierzcie powierzchnię ściany, na której chcecie rozmieścić plakaty i rozplanujcie ich najbardziej optymalne ułożenie. Alternatywnie możecie również skorzystać z kreatora galerii, dostępnego tu.

  • zastanówcie się: co ma się znaleźć w ramkach? Plakaty? Zdjęcia? Rysunki dzieci? A może warto to połączyć? Mieszane galerie wyglądają świetnie, ale warto gdzieniegdzie postawić na jakieś wspólne punkty - u mnie jest to np. przewijający się kolor niebieski, czy powtarzające się kolory i wzory ramek, ułożone w taki sposób, aby ładnie wypełniały tę część ściany, z nastawieniem na jej "narożniki".

  • koniecznie sprawdźcie, czy rozmiar plakatu jest odpowiedni względem ramki: trzeba tu się zastanowić, czy planujemy plakat z uwzględnieniem passe - partout, czy bez. W tym względzie, "mieszanki" również wyglądają ciekawie, o ile odpowiednio się to zaplanuje.

  • zastanówcie się nad rozmiarem samych zdjęć i grafik. To co przedstawiają ma znaczenie - np. jeżeli przykładowy obraz ma dużo istotnych szczegółów, które chcemy wyeksponować, musimy zwrócić uwagę na jego odpowiednie wymiary - zbyt małe, stworzą mało wyrazisty efekt.

  • warto postawić na proporcje - jeśli wybrana "zawartość" ramki jest już bogata w kolory i detale, sama jej oprawa lepiej dopełni całości, kiedy będzie w miarę prosta, najlepiej w jakiś sposób dopełniająca samego obrazu - śmiało pokombinujcie i spróbujcie stworzyć ten efekt poprzez kształt, styl, czy fakturę ramki.

  • koniecznie sprawdźcie jak prezentuje się sama ściana, na której zawisnąć ma Wasza galeria. Czy jest to jakiś ciemny kąt, wymagający doświetlenia? A może przeciwnie - ściana jest pięknie wyeksponowana, bo pada na nią naturalne światło za dnia? To właśnie ono ma największe znaczenie w prawidłowym i najbardziej korzystnym odbiorze koloru i struktury powierzchni. W takich warunkach galerie ścienne (i nie tylko) zdecydowanie prezentują się najlepiej.

Każdy, kto choć raz przemeblowywał niewielkie mieszkanie, wie bardzo dobrze, że bez dobrego planu ani rusz. Osobiście uważam, że to właśnie on jest najważniejszym i bezwzględnie koniecznym do wykonania krokiem, który przy odrobinie cierpliwości (i czasem szczęścia) pozwoli uniknąć kosztownych błędów. Choć nie jest to może zadanie, które da się wykonać w jeden wieczór (zazwyczaj trzeba coś najpierw dobrze wymierzyć, wyrysować i dobrze przemyśleć, a to zajmuje czas), będę Was zachęcać, żeby się w tej kwestii nigdzie nie spieszyć, tylko spokojnie rozważyć sens naszych działań. Małe metraże naprawdę nie muszą być przeszkodą w codziennym sprawnym funkcjonowaniu, czy przechowywaniu rzeczy - nawet kiedy ma się pojawić nowy członek rodziny. Trochę więcej pisałam o tym w tym i tym artykule, gdzie pokazuję jak z biegiem czasu zmieniał się nasz najmniejszy pokój, o zawrotnym metrażu niecałych 8 m2. Przez te 3 lata zdążył być już sypialnią małżeńską, domowym biurem i graciarnią, by wreszcie przybrać swój obecny kształt i stać się funkcjonalną sypialnią z wydzielonym kącikiem dla Malucha :)




/1. Regał w tym kącie wyglądał zgrabnie, ale z racji pojawienia się w naszej sypialni łóżeczka dziecięcego, gdzieś trzeba było zaplanować nowy, chociażby niewielki kącik do pracy.../2. Chyba tu będzie dobrze, prawda? /3. "Ok, czyli łóżeczko będzie stało tam gdzie biurko, biurko, tam gdzie regał, a regał...? No właśnie, gdzie właściwie postawimy regał?/.


/1-2. Bardzo lubiłam ten efekt "przedłużenia" pokoju, który dawało powieszone na ścianie lustro, ale na niewielkich metrażach to właśnie funkcja często bierze górę nad estetyką. Choć w poremontowej wersji chyba wciąż udało mi się połączyć jedno i drugie./


Biurko z lampą, słuchawkami i półką z książkami, przy oknie z białą zasłoną. Widok na taras, niebo jest jasnoniebieskie.

/Niewielki, ale ma wszystko, czego nam potrzeba/.


/1-2. Tak, te białe zasłony zdecydowanie tu nie pasowały, więc docelowo wprowadziłam trochę koloru (ten zgaszony róż pojawia się na jednym z plakatów w ściennej galerii). Niesamowite, jak ten kącik od razu się ożywił! (wkrótce pokażę Wam więcej zdjęć)./


/1-4. o historii z moimi dylematami dotyczącymi szafy, a także jak wygraliśmy los na loterii w aspekcie dziecięcego łóżeczka,

pisałam w tym artykule./


Wiklinowe łóżeczko dziecięce na tle kremowej ściany. Obok zielona roślina. Atmosfera spokojna i minimalistyczna.

/Nie, nie było mi się łatwo rozstać z tym łóżeczkiem (zwłaszcza, że ma ok. 60 lat - i dorastałoby w nim już 3 pokolenie), ale kiedy zorientowałam się jak bardzo niski jest to mebel, to w zasadzie z marszu byłam zmuszona powiedzieć "nie" (a właściwie powiedziały to

moje plecy)./




W tym roku nasze wielkanocne śniadanie było pełne spokoju i nieśpiesznych rozmów, czyli dokładnie tak, jak lubię. Świąteczny poranek spędziliśmy we dwójkę, ale bynajmniej z tego powodu nie cierpieliśmy :) Bo kto powiedział, że rodzinne świętowanie w większym gronie nie może rozpocząć się dopiero o 13.00? Jeśli zaś chodzi o same przygotowania, to poza tymi remontowymi, w zasadzie nie było ich zbyt wiele. Co roku dzielimy się w rodzinie obowiązkami, ale tym razem, głównie z braku czasu, postawiliśmy na absolutne minimum: kilka tradycyjnych wypieków, pisankowe dekoracje w postaci dosłownie kilku pociągnięć ołówka, bardzo ogólne sprzątanie, święconka i najważniejsze dla mnie - chwila spokojnej, niezakłóconej adoracji. I wiecie co, okazało się, że to w zupełności wystarczy, by dobrze przeżyć ten świąteczny czas.




Kosz z figurkami wielkanocnymi w kształcie królika, owcy i rybki. Obok leży czerwona książka "Triduum Paschalne".
Mężczyzna w czerwonej kurtce modli się w pustym kościele. W tle ołtarz z krzyżem i czerwoną tkaniną. Wnętrze spokojne, jasne.





Właściwie został nam już ostatni "wnętrzarski projekt" do zrobienia - ale niekoniecznie musimy się z nim uwinąć przed narodzinami córeczki - i zapewne tego nie zrobimy. A mowa o naszym malutkim balkonie, który długo służył tylko i wyłącznie jako strefa rozwieszania prania w ciepłe dni. W zeszłym roku jednak zaczęliśmy to zmieniać, wprowadzając stopniowe zmiany: w tym sadząc trochę kwiatków i umieszczając ogrodową sofę, która co prawda zajmuje 3/4 powierzchni, ale nikt się tym nie przejmuje, zwłaszcza, że w naszej rodzinie w zasadzie mało kto siedzi z nogami opartymi na podłodze ;) w planach mam tutaj jeszcze jakieś zadaszenie, małą ogrodową szafkę i parę innych drobiazgów, ale kto mnie zna, ten wie, że zanim na coś konkretnego się zdecyduję, to trochę wody w Wiśle upłynie...




/1. Mój ulubiony wiosenno - letni kącik uważam za (pół)otwarty!/2. "Nie wiem które wybrać, bierzemy wszystkie"/3. Nigdy nie sądziłam, że widok suszącego się prania spowoduje, że zakręci mi się łza w oku./4. Prostej, a jednocześnie zgrabnej blaszanej konewki w rozsądnej cenie szukałam chyba przez ostatnie pół roku i w końcu znalazłam tutaj . Jest idealna. Dostaniecie ją również w wersji mini :)/




W kwietniu "odhaczyliśmy" zdecydowanie najwięcej punktów, które zaplanowałam przed porodem, a ten nieuchronnie zbliża się już wielkimi krokami... chociaż wiem, że dla wielu nie jest to kluczowa sprawa, ja nadal będę się upierać, że dobrze zaprojektowana przestrzeń ma ogromne znaczenie dla codziennej wygody i komfortu użytkowania, a mając perspektywę zbliżającej się nowej, zupełnie innej rzeczywistości, w którą niedługo wkroczymy, nie mogłam sobie wyobrazić, że nie dokończymy pewnych mieszkaniowych spraw. I jestem przeszczęśliwa, że udało nam się to zrobić. Jednak dziecko na horyzoncie jest naprawdę poważną motywacją do działania :) I tak naprawdę kącik Małej był dla mnie najważniejszy, a że jest on integralną częścią całej sypialni, to trzeba było w zasadzie przestawić do góry nogami całe pomieszczenie. Za to dzisiaj, patrząc na efekt końcowy, stwierdzam, że zdecydowanie było warto się pomęczyć. Efekty naszych prac podlinkowałam Wam wyżej. Czy to już koniec naszych zmian i remontów? Oj nieee, tego akurat możecie być pewni. Ale ich skala na pewno będzie dużo mniejsza niż dotychczas, a ponadto - nic już nas nie goni, możemy więc odetchnąć, cieszyć się tym co jest i spokojnie planować kolejne działania - a kiedy je zrealizujemy... to czas pokaże :)




/ 1-2. Króliczek Moonie, jest zdecydowanie tym dziecięcym akcesorium, którego jestem najbardziej ciekawa. Więcej o nim, oraz pozostałych wybranych gadżetach, które skompletowałam do dziecięcej wyprawki, poczytacie w tym wpisie. /




Jednak remonty i organizacja przestrzeni to nie jedyne aktywności, które mnie pochłonęły w ostatnim czasie. Choć córeczka jeszcze się nie narodziła, już teraz odkrywam, jak coraz to z większą łatwością i przyjemnością (!) wkraczam w ten cudowny, dziecięcy świat. Zorientowałam się, że jest on naprawdę bezkresny: pełen przeróżnych gadżetów i edukacyjnych akcesoriów, o których istnieniu nie miałam wręcz pojęcia (oczywiście według producenta "niezbędnych"), ale można w nim znaleźć również prawdziwe "perełki". Jedną z nich jest dla mnie niewątpliwie książka "Sztuka dla dzieci", wydana przez wydawnictwo PWN - i chociaż wiem, że upłynie jeszcze sporo czasu, nim nasza córcia się nią zainteresuje, to kiedy tylko ją zobaczyłam, od razu postanowiłam kupić - bo akurat jeśli chodzi o książki, to zazwyczaj nikt mnie do zakupu namawiać nie musi ;) poza tym zawsze istnieje ryzyko, że po upływie paru miesięcy, dawno bym o tej pozycji zapomniała, a byłoby czego żałować. Uwierzcie mi, wiem, co mówię, bo od paru tygodni się w niej zaczytuję.








Pozostając w temacie książek - ogromnie przyjemną niespodzianką był dla mnie fakt, że jedna z moich Obserwatorek na Instagramie postanowiła któregoś dnia tak po prostu, z dobrego serca, przekazać nam cały karton pięknych dziecięcych książeczek, wśród których były również takie, które sami planowaliśmy kupić! Naczytałam się trochę o edukacyjnych książeczkach z czarno - białymi obrazkami, które warto pokazywać już niemowlakom - w ten sposób nie tylko stopniowo i bezpiecznie wprowadzamy je w nasz świat, ale przy okazji tak prostej czynności, jaką jest czytanie (lub w tym przypadku bardziej oglądanie), budujemy silną więź z naszym maluszkiem. Jeśli chcecie zobaczyć pozostałe książeczki, które otrzymaliśmy, odsyłam Was do tego filmiku.




Kobieta w białym swetrze siedzi za pudełkiem kartonowym, trzymając książkę z rysunkami marchewki i jabłka. W tle półka z książkami.

Ścieżka leśna wśród zielonych drzew. Na prawo pies z gałęzią. Słoneczna pogoda, spokojna atmosfera. Brak widocznego tekstu.

/To uczucie, kiedy po długim tygodniu chorowania, w końcu wychodzisz na spacer i odkrywasz jak zieleń niesamowicie wybuchła./


Stylowy kącik: lampa, popiersie i wazon na parapecie, magazyn na stole. Jasne zasłony przy oknie z widokiem na niebo i kwiaty.

/Kto by się spodziewał, że podłogowa lampa, która jeszcze parę miesięcy temu stała w moim biurze, tak fajnie wkomponuje się w ten kąt?/




Gdybym miała jakkolwiek podsumować kwiecień, powiedziałabym, że upłynął intensywnie, ale jednocześnie pozostawił po sobie miłe wspomnienie, przeplatane wrażeniem dobrze przeżytych dni, do których pewnie już niedługo powrócę myślami z rozrzewnieniem i powzdycham, jak to było spokojnie... ;) Czy to ostatnie migawki, które piszę dla Was we względnym spokoju, nieprzerwane dziecięcym płaczem? Zobaczymy - czekam na to, co przyniesie los. I jeszcze na pierwsze, ciepłe wieczory. No dobrze, na ten płacz tak naprawdę też.




Kobieta w niebieskich dżinsach i szarym swetrze trzyma okulary w ręce. Ma duży czarny worek na ramieniu. Stoi na dywanie w jasnym wnętrzu.



***

Komentarze


bottom of page