"Macierzyństwo: "prawdy i mity", czy może jednak subiektywne odczucia - czyli kilka moich przemyśleń z okazji Dnia Matki.
- Agnieszka

- 26 maj
- 5 minut(y) czytania
CIĄŻA I MACIERZYŃSTWO / LIFESTYLE
Chociaż zdaję sobie sprawę, że to pewnie nienajlepszy pomysł, zważywszy, że jestem kilka dni przed terminem porodu (to ten specyficzny stan, kiedy żyjesz ze świadomością, że możesz urodzić dziś, jutro, albo za 2 tygodnie), postanowiłam jednak na to nie patrzeć - i wpisać to nurtujące mnie pytanie w wyszukiwarkę, czekając na wysyp mało pozytywnych (delikatnie mówiąc) treści. A brzmiało ono następująco: "czy macierzyństwo naprawdę jest takie trudne?". Już po chwili otrzymałam krzepiącą odpowiedź na górze strony: "Tak, macierzyństwo potrafi być potwornie trudne. To nie tylko bezwarunkowa miłość czy uśmiech bobasa, ale przede wszystkim huśtawka emocjonalna, fizyczne wyczerpanie, utrata wolności i presja społeczna" - po której widniał szereg artykułów z nagłówkami w stylu: "5 największych trudności i wyzwań macierzyństwa", "Zostałyśmy okłamane. 9 kłamstw o macierzyństwie (...)", czy "Macierzyństwo bez lukru". Takie hasła i skupianie się na czarnej stronie macierzyństwa, widzę w zasadzie przez całą ciążę - i to praktycznie na każdej płaszczyźnie: począwszy od prywatnych rozmów, poprzez "rzeczywistość" opisywaną na rozmaitych blogach, a na social - mediach skończywszy. Tak, dobrze czytasz. Czasy, w których macierzyństwo było tu pokazywane tylko i wyłącznie jako słodki lukier (co niewątpliwie również jest szkodliwe), minęły - teraz mam wrażenie, że odbiło nam w drugą stronę, w której zatrważająca ilość mam niestety pokazuje na swoich kontach same trudności: piętrzący się bałagan, skrajne wyczerpanie, oraz totalny brak pomocy ze strony partnera, czy rodziny - nazywając to "prawdziwym" macierzyństwem. I wiem, że w tym miejscu, szczególnie jeśli jesteś mamą, masz ochotę zapytać: "co ty dziewczyno o tym wiesz? Zostaniesz matką, to pogadamy". Ja jednak uważam, że warto pogadać już teraz - chociażby dla tych wszystkich kobiet, które łącznie ze mną, matkami jeszcze nie zostały, a być może czują się totalnie zdezorientowane i zaniepokojone takimi czarnymi wizjami. Bo jedno wiem na pewno: nie trzeba być mamą, żeby wiedzieć, że taki mocno negatywny obraz macierzyństwa to raczej czyjaś perspektywa, a nie bezdyskusyjna rzeczywistość, na którą każda przyszła mama musi się przygotować. I że żadna skrajność nie jest dobra, bo życie jest życiem - wszyscy wiemy, że nie jest ono ani tylko "czarne", ani "białe", a raczej zawiera w sobie oba te kolory, uzupełniając je dodatkowo o całą paletę szarości.
Jedne z trudniejszych i najbardziej przytłaczających "prawd", które przeczytałam, lub usłyszałam na temat macierzyństwa, czy w ogóle rodzicielstwa, brzmiały: "To, że będziecie się razem opiekować dziećmi i wspierać w ich wychowaniu to kłamstwo", "dzieci wcale nie spajają związku", oraz "macierzyństwo odbiera wolność". I żeby było jasne - przypuszczam, że nastanie dzień, w którym i ja przez chwilę (lub wiele dłuższych chwil) będę tak myśleć. Wiem też, że historie ludzkie bywają tak pokręcone i nieprzewidywalne, że powyższe hasła mogłyby naprawdę odzwierciedlać codzienność wielu kobiet. Ale nie zmienia to jednego: to czyjeś doświadczenie (czasami bezsprzecznie tragiczne, na które nikt by z nas się nie pisał), a nie jedyny słuszny obraz sytuacji (podobnie jak wyłącznie sielankowe kadry, na których dzieci zawsze smacznie śpią, lub spokojnie się bawią, podczas gdy pięknie ubrana mama leniwie popija kawę, patrząc na ogród i czytając w tym czasie poezję). Co więc z tym wszystkim zrobić? Odpowiadając od razu i wprost: nie dać się wkręcić i nie popadać w skrajności (a jeżeli ma się chęci i możliwości, to najlepiej przekonać się jak to jest na własnej skórze i dojść do własnych wniosków) - i w zasadzie na tym mogłabym zakończyć dzisiejszy wpis. Postanowiłam jednak dołożyć jeszcze kilka myśli i rozprawić się z trzema wspomnianymi opisami "matczynej rzeczywistości", które przytoczyłam powyżej. Będę się głównie opierać na doświadczeniach innych wybranych kobiet, które obserwuję od lat, a których doświadczenia są dla mnie przykładem tego, że życie, małżeństwo, czy rodzicielstwo nigdy nie jest zero - jedynkowe i ma w sobie zarówno blaski i cienie, a ponadto często wygląda głównie tak, jak CHCEMY je postrzegać.
"To, że będziecie się razem opiekować dziećmi i wspierać w ich wychowaniu to kłamstwo".
W życiu bywa różnie i z własnego podwórka wiem, że nie każdy mąż, czy żona bywa przykładnym partnerem, a czasami wręcz zupełnie nie dźwiga sytuacji. Ale nazywanie kłamstwem stanu rzeczy, który jednak w wielu rodzinach udało się osiągnąć, jest po prostu w moim przekonaniu niedorzeczne. Oczywiście, trudne doświadczenia mocno wpływają na postrzeganie rzeczywistości, ale trzeba mieć świadomość, że jej nie definiują. Znam małżeństwa, w których zarówno podział obowiązków domowych, czy rodzicielskich funkcjonuje świetnie. I wiem też, że nie jest to kwestia przypadku, a raczej ogromu pracy (połączonej z odrobiną szczęścia), którą każda ze stron musiała (i na co dzień musi) wykonywać. Na czele tej pracy stoi zdrowa komunikacja. To są związki, w których nikt nie liczy na to, że druga strona "się domyśli", ale w których ludzie potrafią bez roszczeń komunikować swoje potrzeby i nie tracą czasu na obrażanie się, bo coś poszło nie po ich myśli. Czy to oznacza, że nigdy się nie kłócą? Ależ skąd, śmiem twierdzić, że na tym globie takiego związku nie ma. Różnica polega jednak na tym, że Ci ludzie nauczyli się ze sobą rozmawiać, zarówno o rzeczach przyjemnych, jak i tych trudnych. Zdrowa komunikacja jest według mnie jednym z najsilniejszych fundamentów każdej relacji - to ona w największej mierze decyduje o jej jakości. Znam pary, które do pracy w tym zakresie zabrały się od samego początku (czytaj: jeszcze przed zawarciem małżeństwa), znam i takie, które zrobiły to po latach pełnych trudu i nieustających kłótni (sama jestem w tej drugiej grupie). I to pokazuje mi jedno: że każdy czas jest dobry na zmianę, byle zacząć, a później wytrwale kontynuować. Być może znasz powiedzenie, że "szczęśliwe dzieci wychowują szczęśliwi rodzice" - którzy, jestem pewna, stali się takimi, ponieważ najpierw ZDECYDOWALI, że chcą się takimi stać (co kluczowe, zrobili to oboje) - i na pewno nie osiągnęli tego z dnia na dzień.
"Dzieci wcale nie spajają związku".
Powiem krótko i na temat: myślę, że dzieci niczego nie spajają, ani nie osłabiają, a raczej - jak w zwierciadle - pokazują to, co jest i było pomiędzy rodzicami - zanim się nimi stali. Co to dla mnie oznacza? Że jeśli nie potrafiliśmy się dogadać z naszym partnerem przed pojawieniem się dzieci, to nie możemy zakładać, że rodzicielstwo w magiczny sposób to odmieni, chyba, że zdamy sobie sprawę z zaistniałej sytuacji i podejmiemy realne kroki ku zmianie - czyli jak wcześniej wspomniałam, wykonamy konkretną pracę. Naprawdę poważnie wątpię w fakt, że samo stawanie się rodzicem coś zmienia, czy to na lepsze, czy gorsze. Świetnie mówi o tym znana polska położna (prywatnie żona i mama) - Izabela Dembińska, w jednym z podcastów, w których uczestniczyła jako gość. Link do tej rozmowy znajdziecie tutaj. Cała rozmowa trwa ok. 1,5 godziny i porusza wiele wątków, ale według mnie warto posłuchać!
"Macierzyństwo odbiera wolność".
W kontrze odważę się powiedzieć, że świadome rodzicielstwo wcale nie odbiera nam wolności, a jedynie uczy nas prawdziwej definicji tego słowa. Jeżeli bowiem dotychczas rozumieliśmy wolność tylko jako nieograniczoną swobodę i możliwość decydowania o sobie bez względu na konsekwencje, to prawdopodobnie faktycznie szybko poczujemy się "sprowadzeni do parteru" i jest szansa, że jedyny wniosek, jaki uda nam się wysnuć, będzie taki jak w tytule akapitu. A przecież wielcy tego świata, tacy jak Freud, Camus, czy Jan Paweł II, mówią, że "wolność to odpowiedzialność", a bez niej możemy mówić jedynie o "samowoli". Podobnie o utracie wolności dyskutuje się w kontekście zawarcia małżeństwa - być może sami dostaliście nawet taką "złotą radę" by korzystać z życia póki czas, bo potem, po ślubie to już "koniec wolności". Jednym z najbardziej krzepiących materiałów, na które natrafiłam w czasie ciąży, był wywiad z cenioną przeze mnie blogerką modową, którą obserwuję od lat: Kasią Szymków, znaną jako Jestem Kasia, która w podcaście ŁADNE BEBE / Mamy tak samo odważnie mówi o tym, że wbrew temu, co dziś często słyszy się od kobiet - matek, ona nie czuje, żeby coś straciła. Zdecydowanie polecam Wam tę rozmowę, bijąca od niej szczerość i autentyczność, bez potrzeby koloryzowania, oraz dramatyzowania, niesamowicie mnie ukoiła.
To jak to w końcu jest z tym macierzyństwem i rodzicielstwem? Czy tyle ile ludzi, tyle perspektyw? Czy każdy ma swoją rzeczywistość? I czy naprawdę jest sens się w tym wszystkim porównywać? Mam nadzieję, że lada dzień sama zacznę to wreszcie namacalnie odkrywać, a póki co - z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze.
***











Komentarze