top of page

Mała przestrzeń i kącik dla dziecka - czyli jak urządziliśmy naszą sypialnię - cz. II

Zdjęcie autora: Agnieszka
Agnieszka
22 kwi
9 minut(y) czytania

SZCZĘŚLIWY DOM / CIĄŻA I MACIERZYŃSTWO / LIFESTYLE



Pluszowy królik Moonie w beżowym kokonie na łóżku, obok biały balon z misiem, pudełko z napisem "moonie" i obrazek w ramce. Nastrój spokojny.

Wpis zawiera linki nieafiliacyjne - oznacza to, że umieszczone przeze mnie polecenia

w formie linków do niezależnych produktów, mają charakter niekomercyjny.


Będę wobec Was fair i zrobię to od razu: jeśli niekoniecznie interesują Was tematy około macierzyńskie, kręcące się wokół urządzania przestrzeni dla maluszka, czy poszukiwania dla niego wybranych akcesoriów - to ten wpis niekoniecznie musi Was interesować, choć oczywiście polecam to sprawdzić :) Część II została poświęcona właśnie takim wątkom, natomiast więcej o samym projektowaniu tego niewielkiego pomieszczenia (o zawrotnym metrażu niecałych 8 m2), poddawaniu go kolejnym metamorfozom, czy zwiększaniu jego funkcjonalności, możecie przeczytać w części I - gorąco polecam, jeśli Wam umknęła :)



/1. Dla mnie od zawsze oprócz funkcjonalności, ważna była też estetyka - lubię jak te 2 rzeczy się dopełniają. Tutaj, ze względu na niewielki metraż i chęć uzyskania spokojnego, charakteru wnętrza (w końcu to sypialnia), postawiłam na wyciszającą pastelową bazę, którą łatwo w razie potrzeby wzbogacić za pomocą bardziej kontrastowych dodatków. /2. Kiedy już wiesz, że ta sukienusia będzie jednym z ulubionych ubrań mamy - ciekawe, czy również córeczki ;) Dostałam ją w prezencie od siostry i pokochałam od pierwszego wejrzenia. Drewniany wieszak z główką misia, idealny dla dziecięcych ubranek, znajdziecie tutaj./



Muszę się przyznać, że chociaż teraz jestem bardzo zadowolona z tego, jak wygląda i funkcjonuje nasze mieszkanie, to sięgając pamięcią wstecz, pamiętam głównie uczucie obawy i niepewności co do tego, czy da się sensownie zagospodarować taki niewielki metraż. I o ile nie miałam wątpliwości, że dla dwójki ludzi jest to w zupełności wystarczająca przestrzeń (nawet jeśli są właścicielami średniego psa i dwóch kotów, a ponadto mają sporo nadprogramowych sprzętów, jak instrumenty, książki, czy nuty), o tyle perspektywa pojawienia się dziecka - szczerze mówiąc, nie widziała mi się w tym aspekcie różowo, głównie z dwóch powodów. Pierwszym z nich była oczywiście kolejna, wcale niemała ilość rzeczy, które musiałyby się pojawić wraz z maluchem - i które gdzieś trzeba by było przechowywać. Druga - pewnie dla niektórych kontrowersyjna, to świadomość, że ta moja uporządkowana, spójna przestrzeń, której potrzebuję, żeby na co dzień zdrowo funkcjonować - zapewne zostanie zaburzona szybciej, niż zdążę choćby pomarzyć o odkładaniu rzeczy na miejsce przez córcię, tak jak my staramy się to robić (dla tych, którzy pomyśleli, że to już trochę niezdrowy przerost formy nad treścią: ludzie są różni i są wśród nich tacy, którym naprawdę trudno jest się skupić w zagraconych, chaotycznych pomieszczeniach - przy czym definicja obu tych przymiotników dla każdego będzie trochę inna - ale uważam, że nie ma sensu oceniać, piętnować, czy faworyzować ani tych, którzy tak właśnie mają, ani tych, którzy z łatwością przechodzą nad bałaganem do porządku dziennego). Tymczasem, pisząc ten post jestem właśnie w 34 tygodniu ciąży, co oznacza, że musiałam podjąć próbę oswojenia tych swoich obaw - i tak w istocie się stało. Przede wszystkim starałam się pracować nad tym, żeby - jak to ująć - trochę spuścić z tonu i nie denerwować się tak brudnymi blatami, albo porozrzucanymi butami w przedpokoju (matko, serio jest ze mną aż tak źle?), ale zaplanowałam też inne kroki, które wcześniej oczywiście przedyskutowałam ze swoim mężem. Ku mojej radości zrozumiał moje bolączki w mig, a nawet się ich spodziewał - co sprawiło, że mocno mi ulżyło. Ale przejdźmy do konkretów: co tak właściwie zrobiłam? Otóż (znów) wcieliłam w życie 2 zasady, które najprościej określiłabym słowami: umiar i konsekwencja. Tak naprawdę nie jest to u mnie żadna rewolucja, bo nigdy nie czułam się komfortowo z posiadaniem nadmiaru rzeczy. Ale tym razem sytuacja jest dla mnie o tyle nowa, że dotyczy nie bezpośrednio mnie, a mojego dziecka, które przecież nie tylko może mieć zupełnie odmienne potrzeby i nawyki (np. bałaganiarstwa...ech), ale przede wszystkim jest osobnym bytem, którego nie sposób programować, czy kontrolować (i wcale nie chcę tego robić). Mimo wszystko, mając w pamięci to jak wyglądał mój rodzinny dom, oraz jakie panowały w nim zasady, które również w pewnym stopniu mnie ukształtowały, postanowiłam chociaż spróbować wdrożyć w nową rzeczywistość te dwie wyżej wspomniane reguły, wierząc (być może trochę naiwnie), że "czym skorupka za młodu nasiąknie", tym wiadomo :) Sama się zastanawiam co mi z tego wyjdzie (szczególnie w kontekście życia np. ze zbuntowanym dwulatkiem), ale póki co - skupiam się na bieżących działaniach, czyli: przygotowaniu naszego mieszkania pod nowego członka rodziny w taki sposób, aby było to bezpieczne, funkcjonalne i komfortowe zarówno dla niego, jak i dla nas. I tak, wiem, że w naturalny sposób nasza przestrzeń będzie ewoluować i trzeba być w tym temacie elastycznym, bo nie sposób wszystkiego przewidzieć i zaplanować. Ale przecież nie wyklucza to faktu, że od czegoś trzeba zacząć, prawda?



Pokój z oknem, balonem w kształcie misia, tulipanami w wazonie, zasłoną, lampą i sofą z poduszką w kwiaty. Urocza, przytulna sceneria.

/1. Ten kącik rozczula mnie za każdym razem, kiedy na niego spojrzę. Kto by pomyślał, że ten balon

(pamiątka z imprezy - niespodzianki, zorganizowanej przez moją siostrę), tak fajnie wpasuje się w ten kadr? /



UMIAR - DLACZEGO WCIĄŻ NA NIEGO STAWIAMY I JAK GO ZACHOWAĆ?


Przeczytałam kiedyś, że każda rzecz którą posiadamy, wymaga jakiejś części naszej uwagi, bo musimy o nią dbać, używamy jej, wyznaczamy jej jakąś funkcję. A jeśli tego nie robimy, z czasem ta rzecz staje się zapomniana i ląduje gdzieś w piwnicy, albo na strychu i czeka tam - zazwyczaj na kolejne pokolenie, które będzie musiało postanowić co z nią zrobić. Przyznam, że to było dla mnie na tyle mocne, że postanowiłam podjąć próbę bardziej uważnego gromadzenia i posiadania rzeczy. Na pocieszenie mogę powiedzieć tyle, że wcale nie okazało się być to takie straszne, jak myślałam, że będzie. To oczywiście proces, często długotrwały, ale niesamowicie uwalniający. Nie chcę się na ten temat zbytnio rozpisywać, natomiast osobom, które chciałyby go bardziej zgłębić, polecam na początek tę i tę książkę. Jednak mówiąc o umiarze, nie mam na myśli tylko i wyłącznie rzeczy materialnych. W dzisiejszym świecie, dla mnie objawia się on także w obowiązkowym filtrowaniu i weryfikacji docierających do mnie bodźców, treści, czy trendów z różnych dziedzin życia. Staram się korzystać ze sprawdzonych źródeł (nie zawsze jest to łatwe, przyznaję) i oczywiście zdarza mi się popełniać błędy, ale postanowiłam się tym nie zniechęcać, tylko wyciągać wnioski i podejmować kolejne próby. Ale właściwie co to ma do rzeczy w kontekście narodzin małego dziecka? Cóż, całkiem sporo - i przekonałam się o tym w zasadzie w ciągu kilku minut, od momentu wpisania w wyszukiwarkę frazy: "jak skompletować wyprawkę dla noworodka". Zalewająca mnie fala wskazówek, złotych rad, oraz rzeczy absolutnie "niezbędnych" zdawała się wciąż rosnąć. Nie muszę chyba dodawać, że często te informacje wzajemnie się wykluczały. Postanowiłam więc nie tracić energii i poszukać sprawdzonej szkoły rodzenia, której mogłabym zaufać (w moim przypadku okazały się to być 2 miejsca - i nie żałuję, bo mogłam dzięki temu porównać opinie na temat różnych spraw i wyciągnąć wnioski - ale od razu zaznaczę, że w przeważającej większości rzeczy, te dwie szkoły były ze sobą zgodne). Drugim, bardzo silnym wyznacznikiem moich działań, była (i jest nadal) nasza wspólna, małżeńska intuicja - czasem to właśnie jej najlepiej jest zaufać :) Koniec końców, wyprawkę mamy skompletowaną na tyle, żebyśmy czuli się po prostu przygotowani w tych sferach, które są dla nas ważne. Oznacza to, że nie inwestowaliśmy we wszystkie modne i polecane gadżety i bajery, które aktualnie są "na topie" (niektóre z nich są wręcz uważane za szkodliwe dla małych dzieci). Poza tym, warto pamiętać o jednej rzeczy: żyjemy w czasach, w których nawet z dnia na dzień możemy odebrać przesyłkę z paczkomatu, a wiele akcesoriów jest dostępnych od ręki - uznaliśmy więc, że nawet jeżeli o czymś zapomnimy, albo uznamy, że jednak przydałoby nam się jeszcze to, czy tamto, to nic strasznego się nie wydarzy, bo będziemy mieli możliwość szybkiej reakcji.



/1-3. Umiar w ilości np. ubrań mocno przyczynia się do łatwego segregowania prania, czym zajmujemy się od razu, by później zaoszczędzić czas. To jeden z moich ulubionych patentów na sprawną organizację w zakresie domowych obowiązków. Mam klasyczny podział na "jasne", "ciemne" i kolorowe", a oprócz tego duży worek w paski na pościele i ręczniki. Tak naprawdę zmieściłby się jeszcze jeden pojemnik, ale na razie go nie potrzebuję. Pojemniki mam stąd i sprawdzają się świetnie (są w 2 rozmiarach, ja mam ten mniejszy)./ 4. Wnęka pomiędzy łóżeczkiem a segmentem PAX (będąca po prostu dostawionym do szafy regałem) jest idealna do tego, aby umieścić tam wąski pojemnik, który finalnie będzie przeznaczony do wrzucania brudnych ubranek córeczki./



KONSEKWENCJA - W CZYM SIĘ U NAS OBJAWIA I DLACZEGO JEST TAKA WAŻNA?


Bez specjalnych i przydługawych wstępów: konsekwencja objawia się u nas na kilku polach: począwszy od wcześniej wspomnianego umiaru w zakupach, które zawsze staramy się najpierw przemyśleć, a skończywszy na równie ważnej, choć pewnie nie tak istotnej dla wielu ludzi kwestii, jaką jest estetyka. Co to oznacza? Że jeżeli jest taka możliwość, to chcemy, aby rzeczy, których używamy w swojej codzienności, były nie tylko funkcjonalne, ale również po prostu cieszące oko - szczególnie, jeśli zawsze, lub często pozostają na widoku (mam nadzieję, że czujecie, że w tym przypadku niekoniecznie mam na myśli termometr, czy żelazko, ale chociażby dziecięce zabawki, na które kiedyś przyjdzie czas... już tak, bo głęboko wierzę, że wtedy nie będą mi przeszkadzać, nawet jeśli natrafię na nie w każdym kącie mieszkania :D). Dlaczego to jest dla nas (no dobrze, bardziej jednak dla mnie) takie ważne? Cóż... może po prostu dlatego, że otoczenie ładnych, dobrze zaprojektowanych przedmiotów bardzo mocno wpływa na harmonię całego wnętrza - które z kolei w bezpośredni sposób oddziałuje na mój nastrój (i już się z tym nie kryję, ani tego nie wstydzę). Pewnie, że nie wszystko da się skomponować pod linijkę, ale na szczęście nie o to chodzi w tym przedsięwzięciu, a raczej o ogólny, jak najbardziej spójny charakter i wspólną estetyczną myśl zakupowych wyborów (nie, nie chodzi o to, że wszystkie rzeczy mają być niebieskie ;) myślę, że dużo bardziej rozwinę ten wątek w kolejnym zaplanowanym wpisie na temat estetyki - bądźcie czujni!). To tak naprawdę kwestia dostrzeżenia i rozumienia swojego stylu życia i potrzeb z tym związanych. Moje są takie, że jeżeli mogę mieć daną rzecz która oprócz spełniania swojego podstawowego zadania, dodatkowo jest zwyczajnie ładna, to najpewniej, jeśli tylko będę w stanie, zdecyduję się na nią prędzej, niż na jej brzydszą alternatywę, nawet jeśli będę musiała zapłacić trochę więcej (często tak to wygląda, choć nie zawsze). Oczywiście kluczowa jest dla mnie także jakość wykonania produktu i zawsze ją sprawdzam, bo nie cierpię płacić za to samo dwa razy, więc również na tym polu staram się być czujna. Być może myślicie, że w przypadku akcesoriów dla dzieci, sprawa jest prosta, bo przecież są one "takie słodkie". No niestety, nic bardziej mylnego, a jeżeli nie wierzycie, to zajrzyjcie tutaj :P (choć to pewnie kwestia indywidualnego - no właśnie, czego? Gustu? Dystansu? Może humoru - ciekawa jestem ilu z nas faktycznie potraktowałoby takie zabawki jako "śmieszne"...).



/1. Kokon i dopasowany do niego rożek w końcu zdecydowałam się kupić tutaj. W rzeczywistości był jeszcze ładniejszy niż się spodziewałam i w dodatku z polskiej pracowni./ 2. Naturalne materiały zawsze przemawiają do mnie najmocniej. Szczotki znajdziecie tutaj. /3. Przewijak jest u nas montowany bezpośrednio na łóżeczku, musiał być więc przede wszystkim twardy i odpowiednich rozmiarów, dodatkowo jest bezpiecznie montowany na mocny rzep. I tak, musiały to być gąski!/.



Jeśli chodzi o urządzanie kącika dla niemowlaka, oprócz tych użytkowych przedmiotów, często stawia się też na drobne dekoracje. Tutaj rękodzieło jest szczególnie docenianą przeze mnie kategorią przedmiotów - i miałam ogromne szczęście otrzymać takie prezenty od pewnych bardzo zdolnych Kobiet. Czy Wam te rysunki przedstawiające gąskę i myszkę również kojarzą się z popularną serią książeczek dla dzieci "Piotruś Królik"? Czytałam je w dzieciństwie i po prostu uwielbiałam. Tym bardziej te obrazki mnie rozczulają (dziękuję Kasiu!).





Zdecydowanie jedną z największych zagwozdek miałam chyba z nosidełkiem dla malucha. Choć początkowo rozważałam klasyczne chusty, to jednak sposób ich wiązania za każdym razem wydawał mi się zbyt skomplikowany i czasochłonny. Jednak perspektywa dwóch wolnych rąk przy jednoczesnej bliskości z córeczką (szczególnie podczas gotowania, sprzątania, czy spacerów z Tajgą) kusiła mnie na tyle , że postanowiłam się nie poddawać. Po paru dniach natrafiłam w końcu na coś, co wydaje mi się idealnym rozwiązaniem, zachowującym balans pomiędzy ergonomią i bezpieczeństwem, a estetyką, jakością i ceną. I tak oto po paru konsultacjach z niezależnymi mamami i specjalistami, zdecydowałam się na nosidełko od Studio Romeo, którego użycie jest bajecznie proste (wystarczy przełożyć dwa kawałki materiału na krzyż, bez żadnych skomplikowanych i czasochłonnych wiązań), a zakres dostosowania do wagi malucha pozostaje spory. Jestem ciekawa jak nam się sprawdzi, ale póki co wygląda to obiecująco.





Błagam, powiedzcie, że nie tylko ja wzdycham na widok haftów... czyżby kojarzyło mi się to z babcią? Być może...

W każdym razie kiedy natrafiłam na ten ręczniczek z kapturkiem, wiedziałam, że przepadłam. I szczerze? Chętnie taki sam kupiłabym dla siebie! :D Firma Like Moses produkuje też wiele innych akcesoriów, co możecie podejrzeć na ich Instagramie.





Gdybym miała wybrać tylko jeden dziecięcy zakup, którego ciekawa jestem najbardziej, to zdecydowanie byłby to "szumiś" - w naszym przypadku uroczy Króliczek Moonie. Sporo czytaliśmy o takich uspokajających zabawkach, ale Moonie wydawał się nam bezkonkurencyjny. Szczególnie przekonały nas do niego bezpieczne dla maluszków, tzw. "różowe szumy" - w tym przypadku są to dźwięki nagrań bicia serca, oraz natury, np. deszczu, górskiego potoku w Tatrach, czy szumu fal nad Bałtykiem. Oprócz tego, jest możliwość nagrania własnego głosu, oraz posłuchania fragmentów muzyki klasycznej, w tym mojego ukochanego "Claire de lune". Moonie posiada także szereg innych rozbudowanych funkcji, jak lampka aktywowana ruchem, inteligentny czujnik płaczu, czy wybór czasu szumienia, a co najważniejsze - można go szybko i sprawnie naładować za pomocą kabla USB-C (wg. producenta, zabawka ładuje się przez ok. 3 godziny i starcza na 8 godzin ciągłej pracy przy włączonym światełku i dźwięku). Obecnie jesteśmy na etapie "rozpracowania" wszystkich możliwości króliczka (jest ich naprawdę sporo) - ale ja już czuję, że ten zakup był strzałem w dziesiątkę. A ponadto, ostatnio odkryłam w nim jeszcze jedną ukrytą funkcję: długie uszy, pozwalające przymocować go w różnych niestandardowych miejscach :)



Pluszowy królik w pudełku z napisem Moonie, na białym tle z kratkowanym kocem. Obok brązowa torba z fioletową kokardką.


Jestem niezwykle ciekawa, czy dla Was również balans pomiędzy funkcjonalnością, a estetyką jest taki ważny, czy może jednak niekoniecznie i traktujecie to raczej z przymróżeniem oka? Dajcie znać w komentarzu!






***

2 komentarze


Zuzia
22 kwi

Dla mnie chyba najważniejsza jest przestrzeń. Może dlatego ciągle brakuje mi szaf… Ale jak coś postawić na pięknych pustych ścianach? Gdzieś tu szukam balansu

Polub
Agnieszka
Agnieszka
24 kwi
Odpowiada osobie:

Według mnie wszystko jest kwestią umiaru i odpowiedniego wyeksponowania :) Na widoku zawsze dobrze będą wyglądać książki, ewentualnie jakieś pamiątki rodzinne, czy ozdoby (byle nie za dużo ;)). A skoro brakuje Ci szaf... opcje są tylko dwie, albo faktycznie tak jest, albo pora na porządki ;)

Polub
bottom of page