Migawki grudniowe - czyli jak przeżyliśmy autentyczny, a nie "magiczny" grudzień
- Agnieszka

- 4 sty
- 5 minut(y) czytania
MIGAWKI GRUDNIOWE / LIFESTYLE /

Grudzień to u mnie zdecydowanie miesiąc, w którym kluczowym słowem, powtarzanym przeze mnie jak mantra jest: "balans". Moje doświadczenie jest takie (jak pewnie większości z nas), że właśnie w grudniu najtrudniej jest go złapać - jednocześnie najczęściej właśnie wtedy, bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy równowagi. W tym wpisie chcę Wam trochę opowiedzieć o tym, co starałam się robić, żeby ją jako - tako utrzymać i żeby wśród tych wszystkich świątecznych przygotowań, po prostu... nie zwariować :) Czeka na Was całkiem sporo zdjęć, ale nie znajdziecie tu choinki, czy uwiecznionej Wigilii (takie kadry zostawiam dla siebie). Znajdziecie za to grudzień - moim okiem. Przynieście sobie coś pysznego do picia (w taką zaśnieżoną pogodę jak dziś, ja zawsze mam ochotę na gorącą czekoladę...) i rozgośćcie się w dzisiejszych "Migawkach"!
/1. W grudniu dużo trudniej o dyscyplinę w kwestii porannej modlitwy... Wam też? /2. Tradycyjnie, choinkę ubieramy dopiero w Wigilię, ale jemioła i kilka gałązek świerku to dobry wstęp do dekoracji świątecznych. /3. Autentyczny i spójny klimat tego miejsca, wspaniała inicjatywa (o której dalej we wpisie), pyszne ciasta... no wszystko tu się zgadza! /4. Kiedy nagle w czwartym tygodniu adwentu, budzisz się o 5.00 i zupełnie nie możesz dłużej spać... /5. Kiedy zbierasz świąteczne kartki, bo co roku przydają ci się na dekoracje. /6. Balans to u nas między innymi popołudnie przy aromatycznej kawie i... scrabble w ilościach przekraczających zdrowy rozsądek. /7. Grudzień to intensywny czas dla bloga - pomysłów jest mnóstwo, tylko żeby tak jeszcze nadążać z publikowaniem;) A o tych "choinkowych serwetkach, mogliście przeczytać tu. /7. Spacery to zawsze dobry plan na odpoczynek - i zawsze skuteczny! /8. Równowaga to dla mnie również zupełnie nie-Instagramowa choinka, za to najlepsza z możliwych, bo wiszą na niej między innymi ozdoby, zrobione na drutach przez moją śp. babcię./
Grudzień zawsze już od samego początku jest dla nas dość intensywny - i ma całe mnóstwo okazji do świętowania. W naszej rodzinie to także czas urodzin i tradycji, związanych ze świątecznymi koncertami. W tym roku udało nam się ich zaliczyć naprawdę sporo, a poniżej chcę Wam polecić kilka wybranych:
"Cyrulik sewilski" - w wykonaniu naszego Poznańskiego Teatru Wielkiego - przyznam, że tę operę widziałam po raz pierwszy, ale naprawdę zaskoczył mnie jej rozmach. Uśmiałam się, ubawiłam i nakarmiłam przepiękną muzyką, a ten Artysta zupełnie zwalił mnie z nóg. Naprawdę Wam polecam!
"Dziadek do orzechów / Opowieść wigilijna" - to kolejna muzyczna uczta, którą mieliśmy szczęście zobaczyć (wykupiliśmy dosłownie ostatnie bilety). Chociaż muszę przyznać, że na początku miałam obawy, czy da się ze sobą połączyć te 2 różne, a przecież niesamowicie popularne opowieści w sposób, który mówiąc wprost - nie zepsułby unikatowości każdej z nich, to muszę przyznać, że Artystom udało się to fenomenalnie. Warto było jechać te 200 km, choć zachęcam, żeby sprawdzić, czy to przedstawienie nie będzie wystawiane również w innych (bliższych) częściach kraju. Jeśli chodzi o ten rok, balet będzie wystawiany jeszcze 8.01 (w Łodzi).
"Piękna i Bestia" dosłownie "wpadła" w nasz kalendarz trochę niespodziewanie - w dodatku w Sylwestra, ale okazała się być naprawdę przyjemną musicalową propozycją na spędzenie tego wieczoru - i mimo, że sami wystawialiśmy ją dwukrotnie (realizując musical w Konińskim Centrum Kultury i Sztuki Oskard - 2 lata temu), to zupełnie się nie nudziliśmy. Teatr muzyczny w Poznaniu wystawia przedstawienie jeszcze 7,8,9 i 10 stycznia :)

/1. "Cyrulik sewilski" - Teatr Wielki w Poznaniu/

/1. "Dziadek do orzechów / Opowieść wigilijna" - Teatr Wielki w Łodzi/
/1. Nasz grudniowy czas koncertowy opiewa również w mniejsze koncerty, w miejscach z którymi byliśmy / jesteśmy związani zawodowo. Tu akurat Koncert Gwiazdkowy w wykonaniu orkiestry mojego męża - w PSM I i II st. w Koninie, oraz Mikołajkowy Salon Muzyczny w KOSM I st. w Poznaniu. /
/1-4. Dopiero w wieku 32 lat, po raz pierwszy w życiu zrobiłam urodzinowy tort - i to dla mojej siostry! Byłam z siebie mega dumna, szczególnie, że podobno wyszedł pyszny, ale na pewno nie dietetyczny ;)/
/1-4. Grudzień to oczywiście czas wypieków wszelakich, również tych nocnych :) Tradycją jest już u nas ten sernik baskijski, a przepis na tartę pochodzi z książki Katarzyny Tusk, Make Photography Easier./
Pozostając jeszcze chwilę w temacie słodyczy, bez których przepraszam, ale nie ma grudnia (bo nie ma, prawda?), z głębi serca chcę Wam polecić jedno z najbardziej wyjątkowych w mojej opinii miejsc na mapie Poznania. Jest to niezwykle klimatyczna, przywrócona do życia kawiarnia "Kociak", funkcjonująca już od 1962 roku (swoje ponowne otwarcie miała 28 lutego 2023 roku, po trwającym niespełna 2 lata remoncie). W ramach przerwy od świątecznych zakupów i obowiązków, postanowiliśmy z mężem wybrać się tam któregoś popołudnia i... sama nie mogłam uwierzyć, dlaczego dopiero teraz. Wyszliśmy stamtąd dosłownie zachwyceni - nie tylko pyszną kawą, ciastem i pięknymi wnętrzami, ale również, a może szczególnie za sprawą niecodziennej inicjatywy, nazwanej "Zawieszony paragon". To akcja, mająca wspierać seniorów, która polega na możliwości zakupu dowolnych rzeczy z karty, a następnie przypięcia swojego paragonu do specjalnej korkowej tablicy. Dzięki temu, starsza osoba może zjeść i wypić wybrany rarytas zupełnie za darmo. Wspaniały pomysł na dobry uczynek, nie tylko na święta, zgodzicie się?

Grudniowy balans to u mnie nie tylko przyjemności w postaci kawy na mieście, ale przede wszystkim umiejętność odpuszczania i celebracji chwili dla siebie - nawet jeżeli trwa ona tylko kilka minut. W tym roku szczególną wagę przykładałam do tego, aby była to chwila bez pośpiechu i wyrzutów sumienia, za to z wyrozumiałością i uśmiechem do samej siebie. W związku z tym, nie żal mi zupełnie było wykorzystywać moje najpiękniejsze filiżanki do zwykłej poniedziałkowej kawy, albo zdzierać gardło, śpiewając świąteczne piosenki przy prasowaniu. Wierzcie lub nie, ale na mnie takie drobiazgi działają fenomenalnie i niemal natychmiast dodają mi energii. W tym roku potrzebowałam tych małych przerw dużo więcej, co przełożyło się oczywiście na kilka niepozałatwianych spraw, niedokończonych projektów, czy nieodhaczonych zadań "do zrobienia przed świętami". Czy było mi z tego powodu źle? Wręcz przeciwnie (no, może przez chwilę próbowałam robić sobie wyrzuty, ale szybko się opamiętałam), święta się odbyły, a my przeżyliśmy je całą sobą i niczego nam nie brakowało.
/1-3. Jednym z najprzyjemniejszych dni grudnia był ten, w którym dostałam po mamie komplet filiżanek z mojej ukochanej Chodzieży. Tylko trzeba nauczyć się je odpowiednio trzymać, bo inaczej dzieje się to, co na zdjęciu nr 3;) /4. Dni, w których zmotywuję się do porannej modlitwy zawsze są lepsze. /5. Proste, wręcz banalne śniadanie z tego co pozostało w lodówce, ale i tak postanowiłam zjeść je "ładnie", a nie stojąc przy kuchennym blacie. /6. Balans oznacza, że czasami pranie leży tak sobie kilka dni :) /7-9. Świąteczne dekoracje to dla mnie idealny sposób na reset głowy (jak przystało na miłośniczkę DIY./ 10. Co roku ten sam, tylko zmienia miejsce :) /11. Kiedy codziennie masz powód do tego, żeby przypomnieć sobie jaką szczęściarą jesteś, bo twój widok z okna po ponad 2 latach wciąż cię zachwyca./ 12. Naturalne dekoracje są najlepsze, wiadomo./
/1-2. Kiedy od zawsze jesteś wielbicielką naturalnego światła i takie kadry powodują, że masz ciarki - zdjęcia bez żadnego filtra!/
/1-4. Wiele grudniowych dni (i czasem nocy) jest poświęconych dekoracjom i pakowaniu prezentów, ale chyba wciąż ich podarowywanie sprawia mi większą radość niż otrzymywanie./
Czasem pośpiech, czasem spokój, czasem uśmiech pokolorowany czekoladą na gorąco, a czasem zimna już kawa w biegu - taki był grudzień: ubrany w czułość, ale też niecierpliwe: "nie mamy na to czasu", upływający raz przy dźwiękach "Have yourself a merry little Christmas" Sinatry, a raz przy sprzeczce, z powodu piętrzącego się bałaganu. Czy określiłabym go tym nadużywanym w mediach słowem "magiczny"? Zupełnie nie, a zamiast tego, raczej posłużę się określeniem: "autentyczny" - bo właśnie taki był. Taki "nasz". I myślę, że właśnie dlatego tak dobrze go przeżyliśmy.

***






















































































Komentarze