top of page

Sierpień to czas nagrzanej ziemi, wrzosów i temperówek. Migawki sierpniowe.

Zdjęcie autora: Agnieszka
Agnieszka
31 sie
6 minut(y) czytania

MIGAWKI / CIĄŻA I MACIERZYŃSTWO / LIFESTYLE / SZCZĘŚLIWY DOM /



Kobieta w jasnej kurtce od MLE Collection stoi na molo w Sopocie nad wodą o zachodzie słońca, patrząc w stronę brzegu i ciepłego nieba. W tle widok na Grand Hotel.



Być może to pokłosie mojej pracy w szkole (kilkuletni epizod, który wspominam z nostalgią i rozczuleniem, ale który jednocześnie uświadomił mi, że to praca nie dla mnie), a może wyuczony nawyk. Tak naprawdę nie ma to znaczenia dla samego faktu, że kolejny raz, kiedy sierpień dobiega końca, czuję się dokładnie tak samo jak rok wcześniej. Ogarnięta przyjemną melancholią, a jednocześnie ciekawa co przyniesie nadchodzący czas. Spokojna i jednocześnie czekająca na ten charakterystyczny dreszczyk emocji, który zwiastuje kolejny życiowy rozdział. Sierpień. Jeden z najbardziej nostalgicznych miesięcy w roku, pachnący nagrzaną ziemią i lekko już chłodnymi wieczorami. Przedsmak jesieni. Zapowiedź nowych wyzwań, po beztroskim i błogim lecie. Nowa karta. Dla mnie nigdy nie był nią styczeń, a wrzesień: miesiąc wrzosów, pierwszych grzybów i tego niepowtarzalnego uczucia, że możesz zdobyć świat, bo właśnie trzymasz w ręku garść cudownie naostrzonych ołówków. Jeśli Wy również trochę już czekacie na te chwile, to jesteśmy w tym razem. Ale może jeszcze zanim pobiegniemy po temperówki, napijemy się ulubionej herbaty i powspominamy końcówkę lata?



/1-3. W żadnym innym czasie w roku nie mam takiej przyjemności z otaczania się żywymi kolorami, jak w lecie, więc kiedy na naszym rynku pojawiają się gladiole, lecę jak na skrzydłach./



Są takie rzeczy, które mają rację bytu tylko w lecie. Więcej - są dowodem, że to lato właśnie trwa w najlepsze. Kiedy byłam mała, były to na przykład nuty rzucone w kąt pokoju (wiadomo, że w wakacje się nie ćwiczy), albo ta jedna, jedyna, niepowtarzalna zupa owocowa mojej mamy , która jest jak wspomnienie dzieciństwa: zabawy na trzepaku, zapachu jeziora w upalny dzień i najpiękniejszego wtedy sygnału zbliżającego się auta z lodami Family Frost. Chociaż dzisiaj te moje letnie rytuały są nieco inne, tak jakby nawet bardziej "dorosłe", bez tego jednego wciąż nie potrafię się obejść i kiedy dostaję sms: "przyjedź na zupę owocową", znów mam szczerbaty uśmiech, dwa warkocze i poczucie, że mam najlepsze życie na świecie.



Na kuchennym blacie słoiki z kluseczkami i zupą owocową, łyżka i czerwona ściereczka; widok z góry.

/Jedni kochają, inni nienawidzą, ale ja uważam, że nie ma lata bez tej jednej zupy owocowej, smakującej dzieciństwem./


/1-2. W moim życiu są pewne stałe punkty, na które czekam. Bez wątpienia należy do nich wspólne świętowanie urodzin z przyjaciółką./


Na marmurowym stoliku kubek kawy i czarno-biały album ślubny z parą trzymającą się za ręce; obok czerwono-biała poduszka.

/Ale jeszcze bardziej czekam na ten jeden magiczny dzień, w którym usiądziemy z herbatą i powspominamy jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu. W tym roku zrobiliśmy to po raz 8./



Na czym polega magia lata? Nawet zwykłe, codzienne obowiązki stają się odrobinę przyjemniejsze, bo wystawione na balkon pranie schnie w ciągu jednego dnia, a gotowanie kojarzy się z tym, że tego wieczoru również będziesz mieć gości (jak podczas poprzednich trzech), z którymi będziesz wspominać i śmiać się przy dobrym jedzeniu, do późnych godzin nocnych (no, może ten śmiech nieco przycichł, odkąd za ścianą śpią małe, czujne uszka, ale i tak jest szczery i spontaniczny). Bo lato to czas beztroski, dobrej zabawy, kreatywności i potrzeby zmiany. W tym czasie często rodzą się w mojej głowie nowe pomysły: na polepszenie domowej organizacji (podobno blisko 60% Polaków remontuje swoje mieszkania i domy w trakcie wakacji), naukę czegoś nowego, albo wprowadzenie nowych narzędzi i praktyk, mających rozwinąć moje działania pod kątem zawodowym. Chociaż moja ścieżka kariery jest aktualnie zupełnie inna niż mojej rodzicielki, to jestem święcie przekonana, że zamiłowanie do remontów (małych i dużych), zdecydowanie wyssałam z jej mlekiem, czego dowód (po raz kolejny) dostałam właśnie w te wakacje. Mama zaplanowała metamorfozę łazienki, którą oczywiście z przyjemnością zgodziłam się zaprojektować, a potem zorganizować i nadzorować przebieg prac. I chociaż w zawodzie projektanta wnętrz często te dwa ostatnie etapy są najtrudniejsze, wróciłam do nich z przyjemnością. Dłuższa przerwa w aktywności zawodowej uświadomiła mi coś bardzo ważnego. Ostatni rok dał mi naprawdę w kość: sporo trudnych projektów, kilku roszczeniowych klientów, stres związany z koordynacją ekip (często nieznajomych), przeciągające się terminy i gaszenie pożarów na budowie. Byłam w ciąży i czułam się coraz bardziej przeciążona. Myślałam, że się wypaliłam po 5 latach prowadzenia działalności, że mam tego wszystkiego dosyć. Ale nie. Nie mam. Wciąż kocham swoją pracę - ale uświadomiłam sobie, że chcę to robić na moich zasadach: z wypracowanym przez lata harmonogramem projektu, z moimi ekipami, do których mam zaufanie, w estetyce którą lubię i z klientami, z którymi łapię "vibe". Miałam przecież i takie współprace - i wciąż wspominam je wspaniale. Dla takich klientów wciąż chce mi się to robić. Słyszałam, że wiele kobiet, będąc w ciąży, często wprowadza jakieś modyfikacje na swojej drodze zawodowej: nagle niesamowicie się w niej rozwijają, czasami całkowicie zmieniają branżę, albo przeorganizowują swoje biznesy - bo nie chcą już pracować za trzech i zaczynają dostrzegać i szanować (!) swoje umiejętności i czas (który w dodatku diametralnie się skurczył). Zmieniają się nie tylko ich priorytety, ale cały obraz postrzegania siebie, codzienności, swojego świata. Bo zaczęły go dzielić z kimś, dla kogo to właśnie one są teraz tym całym światem. Kiedy pierwszy raz sobie to uświadomiłam, poczułam ogromną odpowiedzialność, przeplataną radością i motywacją do tego, żeby jeszcze bardziej uczyć się żyć tu i teraz. Żeby cieszyć się z tego co jest, a równocześnie pracować na to co będzie. Żeby naostrzyć te ołówki, nie poddawać się i krok po kroku, codziennie budować dobre życie. Już nie tylko dla siebie.



/1. W lecie nawet zwykłe domowe obowiązki są jakby przyjemniejsze, prawda? /2. Pierwszy w jej życiu, a mój po przerwie nadzór autorski!/



Jeśli ktoś mnie zna od strony zawodowej, wie jak kocham naturalne materiały - i gdy tylko klient jest otwarty, zachęcam go do zastosowania takowych (z resztą cenię je sobie nie tylko we wnętrzach, również w ubraniach, czy tekstyliach). Planując remont łazienki, naturalnie jeździłyśmy z mamą w poszukiwaniu materiałów wykończeniowych, oglądając płytki, czy armaturę. I wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, żeby zaproponować jej kamień. Mama uwielbia południowe, szczególnie prowansalskie klimaty, dlatego pomyślałam: "a gdyby tak spróbować odtworzyć taki klimat w jej łazience"? I zaproponowałam trawertyn, oraz parapet z konglomeratu kwarcowego. Pojechałyśmy do zakładu kamieniarskiego i... mama była zachwycona! Wiem, że do naturalnych materiałów wykończeniowych wcale nie tak łatwo przekonać, zwłaszcza, jeżeli ktoś nie miał z nimi wcześniej zbyt dużej styczności (panuje powszechne przekonanie, że są one problematyczne i mniej trwałe, a jest dokładnie na odwrót. Trzeba się tylko właściwie z nimi obchodzić - ale to temat na zdecydowanie inny wpis), tym bardziej nie kryłam zadowolenia, że przystała na ten pomysł.

Ale to nie był koniec dobrych wiadomości. Moja najlepsza ekipa remontowa znalazła lukę w swoim harmonogramie, więc ostatecznie po niecałych dwóch tygodniach od momentu rozpoczęcia prac, mama może się cieszyć prawie skończoną łazienką (prawie - bo teraz będziemy planować zabudowę meblową) :)



/1. Bez projektu ani rusz. /2-3. Stan wyjściowy./4. Prosimy układać według tego wzoru, Panowie!/.


/1. Im dłużej działam w tej branży, tym coraz bardziej się przekonuję, że nie chcę już pracować z ekipami których nie znam. Moje są moje. /2-3. Czy to kolejny raz, kiedy będę Ci, Mamo, zazdrościć pięknego wnętrza? ;) /4. Trawertyn to jeden z nielicznych kamieni, który pomimo tego, że jest naturalnie chłodny, daje takie wizualne ciepło. I jeden z moich ulubionych!/


/1-6. Pierwszy etap prac skończony. A te drewniane drzwi mają chyba z 20 lat. Uwielbiam je./



Sierpień w ogóle jest dla mnie przedsionkiem powrotu do życia zawodowego. Oczywiście ze względu na malutką, nie odpalam jeszcze wszystkich rakiet, ale muszę dokończyć parę drobnych projektowych tematów z czasu ciąży - i nie ukrywam, że cieszy mnie to bardzo.



/1-3. Ten etap, kiedy jeszcze zbyt wiele nie widać, ale ty już wiesz, że będzie cudownie - dokładnie tak, jak widziałaś to wcześniej w swojej głowie. A może lepiej?/.



Chociaż naprawdę lubię swoją pracę, zawsze z wytęsknieniem wracam z niej do domu (dosłownie i w przenośni - to zależy gdzie akurat pracuję ;)). A teraz, kiedy wiem, że oprócz męża, czekać będą na mnie dwie, stęsknione tulasków rączki, chcę celebrować ten domowy czas jeszcze bardziej: cieszyć się drobnostkami, częściej przeglądać nasze albumy ze zdjęciami, znaleźć chociaż chwilę w ciągu dnia dla siebie - ze świadomością, że przecież nie muszą to być wcale wielkie rzeczy. Bo regularne, spokojne wypicie ciepłej herbaty, czy oglądanie zachodu słońca w ciszy są dla mnie warte dużo więcej, niż nawet najpiękniejszy urlop, który, owszem, jest piękny, ale zdarza się raz na jakiś (zazwczaj dłuższy) czas.



/1-3. Nasze tegoroczne wakacje w Sopocie były wspaniałe - i pomimo tego, że byliśmy tam z trzymiesięcznym maluchem (pierwszy taz!) i prawie w ogóle nie siedzieliśmy w hotelu - naprawdę odpoczęliśmy!/.


/1-3. Elementy wystroju naszego mieszkania zmieniają się ostatnio coraz bardziej, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Zainspirowały mnie nawet do pewnego pomysłu, o którym dowiecie się jeszcze we wrześniu. A ta śliczna karuzela jest stąd - trzeba tylko dokupić do niej pałąk./


/Sierpień to również wiele wspaniałych rodzinnych okazji do świętowania./



Chociaż wiem, że w końcu jakoś to sobie wszystko poukładamy, z lekkim drżeniem zastanawiam się jaka będzie ta nowa rzeczywistość - w której znów, powakacyjnie wrócimy do trybu wspólnych poranków i późnych powrotów do domu mojego męża z pracy (która świeżo upieczona mama się nad takimi rzeczami nie zastanawia?). Staram się jednak trzymać myśli, że będzie pięknie - musi, chociażby dlatego, że coraz bliżej nadchodzi mój ukochany, romantyczny, jesienno - zimowy czas. Myślę o tym, jak wspaniale będzie pokazywać jego aurę mojej malutkiej córeczce. Kto wie, może równie mocno go pokocha...? Przed nami tyle wspaniałych momentów, tyle wyjątkowych chwil, tyle pierwszych razów. A wrzesień będzie wspaniałym otwarciem dla naszej nowej codzienności (pozwólcie, że jeszcze przez chwilę utrzymam w tajemnicy dlaczego). Chociaż zapewne nie każdy z Was jest najszczęśliwszy, że jesień za pasem, życzę Wam, żeby ten wrzesień był dla Was dobry, żeby zamiast zniechęcenia, przyniósł ciekawość co będzie dalej. No i żeby nie zabrakło Wam w nim temperówek!







***

2 komentarze


Magdalena
03 wrz

Łazienka wyszła CUDOWNIE! Czujemy się jak na wakacjach. Dzięki Aguś. ♥️ A ekipa remontowa wzorowa! Wszystko zrobione pięknie, rzetelnie, szybko i bezproblemowo. Takich fachowców to że świecą szukać 🙂

Polub
Agnieszka
Agnieszka
17 wrz
Odpowiada osobie:

Świetnie to czytać! Dziękuję :)

Polub
bottom of page