top of page

Migawki styczniowe - o spowolnieniu, wyciszeniu i postanowieniach, które robimy w złym (?) czasie.

  • Zdjęcie autora: Agnieszka
    Agnieszka
  • 30 sty
  • 7 minut(y) czytania

MIGAWKI STYCZNIOWE / LIFESTYLE /




kobieca ręka trzyma kubek w dłoni, kobieta leży w łóżku z białą pościelą


Z roku na rok coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że koncepcja postanowień noworocznych zupełnie nie jest dla mnie (mam wrażenie, że takich osób jest coraz więcej). I wcale nie chodzi o to, że samo robienie samych postanowień jest złe - w końcu większość z nas motywują one do działania, albo przynajmniej pozwalają poukładać sobie co nieco w głowie i dla przykładu: pomagają ustalić co nas denerwuje, co chcielibyśmy zmienić, czy też w co zainwestować swój czas, energię i pieniądze - w bliższej, lub dalszej perspektywie. A więc problem w tych postanowieniach chyba leży gdzie indziej, mianowicie: uważam, że robimy je po prostu w NIEODPOWIEDNIM CZASIE (podobnie jak w zbyt dużej ilości, ale to inny wątek) - być może również dlatego tak niewiele z nich udaje nam się dotrzymać? Co się dzieje później, wszyscy dobrze wiemy: najczęstszym scenariuszem jest rozdrażnienie, a może nawet frustracja, poczucie niewystarczalności i niemocy... i wewnętrzny konflikt gotowy, bo przecież chcemy dbać o swój dobrostan i rozwój - kiedy więc zacząć, jeśli nie w styczniu? W końcu "Nowy Rok - nowi my", prawda? Myślę o tym przez cały styczeń i zupełnie nie mogę się pozbyć wrażenia, że chyba jednak nie zawsze (lub wręcz rzadko) działa to w ten sposób. Jeśli macie podobne odczucia, zdecydowanie dzisiejsze "Migawki" są dla Was.



zimowy krajobraz za oknem, mieszkanie w bloku

/1. To zdjęcie zrobiłam na początku stycznia i nadal jest jednym z moich ulubionych z tego miesiąca - nie wiem do końca dlaczego, ale czuję powiązanie między uchwyconym klimatem, a moim styczniowym nastrojem./


Zacznijmy może od faktów dotyczących grudniowej rzeczywistości większości z nas. Utarło się mówić, że jest to miesiąc "magiczny", pełen wyjątkowych chwil, spędzonych w gronie najbliższych osób. To prawda, choć może precyzyjniej byłoby powiedzieć, że raczej... jej połowa. Bo ta druga, jak dobrze wiemy, często potrafi stać w bolesnym kontraście, kojarząc się nam raczej z dopinaniem terminów, pośpiechem, organizacją wielu rzeczy i - docelowo - zmęczeniem. Nie chcę się tu zagłębiać w dyskusje, czy i co można zrobić z takim stanem rzeczy (bo o tym bardzo dużo mówiłam w tegorocznym Wyzwaniu Adwentowym - kto się zapisał, ten wie), ale jedno wiem na pewno: grudzień jest jednym z najpiękniejszych, ale też najbardziej intensywnych miesięcy w roku dla wielu ludzi. W związku z tym zupełnie logiczny pozostaje fakt, iż pod koniec miesiąca czujemy się tak jakoś "wypruci" i często niezdolni nawet do tego, żeby wyjąć naczynia ze zmywarki (nie mówiąc o włożeniu nowych). Ja w każdym razie znam ten stan bardzo dobrze i większość ludzi, z którymi rozmawiam ma podobnie. Tym bardziej nie mogę u licha zrozumieć, dlaczego zamiast porządnie odpocząć i nabrać trochę powietrza w płuca, my dokładamy sobie kolejne zobowiązania i obciążamy i tak już ledwo zipiący organizm, ubierając to wszystko po prostu w niewinne i ładne: "postanowienia"...? Mam swoje wnioski na ten temat i jestem szczerze ciekawa, co o nich myślicie.


  1. Pewnie nikogo nie zaskoczę, jeżeli powiem, że sprawę utrudniają media społecznościowe i wszechobecne wyprzedaże, które tylko podgrzewają atmosferę, kusząc "okazjami" i karnetami na siłownię za pół ceny (w której większość z nas finalnie pojawi się 3 razy) - to oczywiście pod szumnym przekazem dbania o siebie, ewentualnie nadaniem etykietki "łowcy okazji" (bo przecież zakup 3 sweterków w cenie 2 świadczy o naszym sprycie i gospodarności, prawda? - nawet jeśli w zasadzie ich nie potrzebujemy, ale kto by tam zwracał uwagę na taki szczegół). Umówmy się. Wszyscy kochamy płacić mniej. Doświadczenie jednak pokazuje, że promocje mają to do siebie, że często płacimy WIĘCEJ, bo idziemy w ilość. A może tylko mi się tak wydaje?

  2. Większość ludzi woli raczej coś zaczynać, aniżeli kończyć. Ma to związek z poczuciem "nowego startu", rozpoczęcia "nowego rozdziału", dającego złudne wrażenie, że "teraz wszystko będzie inaczej". A ponieważ chcąc, nie chcąc potrzebujemy pewnych "ram" w naszym życiu, łatwiej jest nam podjąć decyzję w momencie rozpoczęcia jakiegoś etapu - najlepiej takiego, który jest poza naszą kontrolą (początek nowego roku jest idealnym przykładem). Nie wierzycie? Zastanówcie się przez chwilę dlaczego większość ludzi rozpoczyna diety , czy inne przedsięwzięcia "od poniedziałku", a nie na przykład "od czwartku".

  3. Jesteśmy przebodźcowani - żyjemy szybko, codziennie chłonąc masę obrazów, dźwięków, ale również emocji (niekoniecznie budujących, często cudzych), co przyczynia się do częstego odczuwania napięcia i stresu. W takiej sytuacji wielu z nas zamiast podjąć refleksję i starać się wyciszyć umysł, podejmie łatwiejsze kroki z natychmiastowym (ale krótkotrwałym) uczuciem ulgi, jak chociażby kompulsywne zakupy, czy zapisanie się na modny kurs (którego w zasadzie nie planowaliśmy przerabiać). Daje to fałszywe poczucie, że "ogarniamy" rzeczywistość i pomimo natłoku spraw o siebie dbamy, a tak naprawdę po prostu boimy się przyjrzeć swoim emocjom i najzwyczajniej w świecie trochę spauzować - a choć podskórnie najbardziej czujemy, że potrzebujemy właśnie odpoczynku, boimy się to przyznać w obawie, że zaraz ktoś posądzi nas o lenistwo i brak aspiracji (lub co gorsza sami wydamy na siebie taki wyrok).

  4. W czasach, w których średnio co pół roku zostajemy częstowani kolejnym nowym "odkryciem", niepodważalną teorią, lub inną mądrością prosto z niebios, ciężko jest złapać dystans i nie ulegać złudzeniu, że skoro nie idziemy z duchem czasu, to zwyczajnie zaniedbujemy siebie, oraz najbliższych. Kto choć raz nie miał natrętnych myśli, czy wyrzutów sumienia z powodu tego, że "nie nadąża" za aktualnymi trendami, niech pierwszy rzuci kamieniem :) a czy postanowienia noworoczne i konieczność ciągłego samodoskonalenia, nie wpisują się idealnie w ten wątpliwy w tym przypadku "self - care"?


Z powyższymi wnioskami chodziłam przez cały ten miesiąc - i powiem Wam, że wciąż jest to dla mnie temat otwarty. Żebyście mnie dobrze zrozumieli - nie mam absolutnie nic przeciwko listom zadań, mapom celów i tablicom inspiracji (sama korzystam z takich narzędzi i je bardzo lubię) - chodzi mi tylko o to, aby robić to w zgodzie ze sobą, a nie dlatego, że "teraz robią tak wszyscy" (to chyba jedno z tych zdań na świecie, na które jestem najbardziej uczulona i których szczerze nie znoszę). Jestem przekonana, że jeśli o takie sprawy chodzi, to każdy ma swój czas - i jakakolwiek próba odgórnego usystematyzowania takich postanowień (czytaj jedna recepta dla ogółu) przynosi po prostu odwrotny skutek. Czyż nie wydaje Wam się logiczne, że zmian życiowych - tych dużych i mniejszych, powinniśmy dokonywać wtedy, kiedy poczujemy się na nie gotowi, a nie wtedy, kiedy ktoś uzna, że teraz jest "najlepszy czas"? A skoro tak - to dlaczego nie kupić tego karnetu np. w kwietniu, kiedy rozkwita wiosna, jest więcej słońca, a my czujemy przypływ energii? Dlaczego chcemy robić to w styczniu, gdzie natura wokół nas swoim zachowaniem wyraźnie pokazuje, że środek zimy to czas spowolnienia, oszczędzania energii i potrzeby dłuższej regeneracji? Rzecz jasna, jeśli jesteście z tych, którzy nie odczuwają większego spadku sił podczas jesienno - zimowej rzeczywistości, to nie ma o czym rozmawiać, nie zmienia to jednak faktu, że jesteście w zdecydowanej mniejszości.


/1. Postanowienia na które mnie stać z początkiem roku są zazwyczaj bardzo drobne, ale to właśnie one sprawiają, że cały rok jest lepiej przeze mnie przeżywany, jak np. dbałość o dobrej jakości jedzenie/ 2. Postanowiłam też, że nie chcę w tym roku kupować nowych książek, dopóki nie przeczytam tych, które na mnie czekają...ciekawe ile wytrwam /3. Dość kupowania nowych kosmetyków, dopóki nie zużyję starych! /4. Moje paznokcie nigdy nie były w tak dobrej kondycji - po co mi więc ta hybryda? Przyzwyczaiłam się już do tego naturalnego looku, a nawet go polubiłam /5. To coroczne postanowienie, które po prostu kontynuujemy z mężem - uwiecznianie najfajniejszych zdjęć w albumach, bo to zupełnie inna jakość ich oglądania. My korzystamy z tych / 6. Z tym chyba będzie najprościej - żadnego kupowania dziecięcych ubranek ze składem, który woła o pomstę do nieba, nawet jeśli są prześliczne. Tak, to oznacza dużą ilość wizyt w second-handach, ale zupełnie nie mam z tym problemu, bo działam już tak od lat i mam swoje sprawdzone miejsca./



Jednym z moich sekretnych sposobów na umilenie sobie tej poświątecznej sennej aury, są drobne przyjemności, o które staram się dbać przez cały rok, ale prawdą jest, że jesienią i zimą smakują one najlepiej, a ja doceniam je wtedy najmocniej. Być może dlatego, że zwyczajnie mam na nie większe zapotrzebowanie niż zazwyczaj?


/1 -3. Czas dla siebie bez wyrzutów sumienia, to dla mnie nie trend, ale zwyczajna higiena. Ostatnio spędzałam go przy kawie i książce w naszej uroczej cafe Niebiańska na swarzędzkim rynku. /



/1 -2. Jedną z większych przyjemności jest dla mnie możliwość wprowadzania do naszego domu naturalnych rozwiązań. Przerzuciliśmy się w końcu na gliniany dzbanek, który w naturalny sposób filtruje wodę - unikamy w ten sposób plastiku i drogich rozwiązań, jak np. zamontowany pod zlewem filtr. Walczyłam z nim chwilę, ale się udało. Relację z tego procesu możecie zobaczyć na moim Instagramie, ale chyba przygotuję też o tym osobny wpis. /



/1 . No kto nie lubi tego widoku??? /2. Własnoręcznie upieczone ciasteczko, kawa, a to wszystko w ulubionej porcelanie - nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to jest prawdziwa przyjemność /3. Świeże kwiaty to jest coś, od czego jestem wręcz (obawiam się) uzależniona, ale ich widok naprawdę potrafi niesamowicie poprawić mi samopoczucie./


/1 -6. No i rzecz jasna spacery, spacery, spacery w ilościach hurtowych, jako jedna z najskuteczniejszych form "resetu"...po których niekiedy następuje kawa, którą pijemy przez kolejne 3 godziny ;) /



Styczeń co prawda do szalenie aktywnych nie należał, ale jedno udało nam się zrobić: rozpocząć mini - remont naszego gabinetu, który od paru tygodni jest na powrót naszą sypialnią (w czasie największej intensywności zawodowej spostrzegłam, że potrzebujemy przestrzeni do pracy, dlatego przez ponad rok spaliśmy w salonie na rozkładanej kanapie. Ale teraz, z uwagi na nadchodzące zmiany, postanowiliśmy wrócić do pierwotnego układu - i o matko, kompletnie nie rozumiem dlaczego tak późno). Co prawda wymagało to trochę zachodu, bo musiałam spakować cały wielki regał swoich wzorników i próbek i przewieźć je do domu mojej mamy, podobnie jak duże biurko Kuby, ale coś za coś. Jeszcze przez minimum pół roku wzorniki będą mi potrzebne jedynie dorywczo, nie było więc sensu dłużej z tym zwlekać. A dzięki tym manewrom, mogliśmy postawić w naszym małym pokoiku łóżko (matko, co za cudowny wynalazek), szczęśliwie żegnając codzienne rozkładanie i składanie kanapy (nie martwcie się, Kuba pracuje teraz po prostu przy stole w salonie). Witryna została jak była, no i zmieściło się nawet moje małe niebieskie biureczko - które już za parę miesięcy zostanie zastąpione przez dziecięce łóżeczko, czego oboje nie możemy się już doczekać (drodzy doświadczeni rodzice - błagam, dajcie nam jeszcze chwilę pożyć w błogiej nieświadomości co nas czeka ;)). Załączam Wam kilka wybranych zdjęć z naszego remontu (w tym takie, które pokazuje jak ten pokoik jest malutki i jak wyglądał wcześniej), ale tak się zastanawiam, czy by również tego wątku nie ubrać w osobny wpis i przygotować dla Was artykuł na temat tej wnętrzarskiej metamorfozy? :)








/1 -2. Suszenie wielkoformatowego prania to wyśmienity pomysł podczas trwania remontu, prawda? Ale przynajmniej zaczęłam poważnie zastanawiać się nad kolejną zmianą w łazience (ku uciesze mojego męża) - i zainstalowaniu tam pralko-suszarki (na osobne sprzęty nie mam miejsca). /


Myślę sobie, że chyba jednak jakąś pracę nad sobą wykonałam, bo zupełnie nie mam wyrzutów sumienia, z powodu mojego "mało produktywnego" stycznia (w rozumieniu narracji social mediów oczywiście) - mało tego, po publikacji tego wpisu zamierzam zawinąć się w koc i odpalić Netflixa :) A Wam jak minął ten miesiąc?






***

3 komentarze


Patrizia
19 lut

Cześć 😀, dziękuję za kolejny wpis na blogu, który śledzę od jakiegoś czasu. Bardzo się cieszę, że Wasza rodzina się powiększy, że jesteście otwarci na rodzicielstwo🥰. Chcę, żebyś wiedziała, że zainspirowałaś mnie w tym wpisie. Kupiłam gliniany dzbanek, już nie mogę się doczekać, kiedy skosztuję wody przefiltrowanej z tego naczynia. Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.

Polub
Agnieszka
Agnieszka
5 dni temu
Odpowiada osobie:

Ach, no i daj koniecznie znać jak Twoje wrażenia jeśli chodzi o dzbanek!

Polub
bottom of page