top of page

Migawki lutowe - czyli jak przeżyliśmy ostatnie zimowe (i dziwnie krótkie) dni

  • Zdjęcie autora: Agnieszka
    Agnieszka
  • 4 mar
  • 5 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 14 mar

MIGAWKI LUTOWE / LIFESTYLE / KULTURA I SZTUKA




kobieca dłoń trzyma psią rudą łapkę


Czy Wy również odnieśliście wrażenie, że ten-w-nieskończoność-ciągnący-się styczeń spowodował, że luty mignął z prędkością światła? Nie żebym na to na narzekała. Po prostu sama już nie wiem, czy odczuwam to bardziej z powodu krótszej ilości dni (bo przecież 2 dni robią sporą różnicę, prawda!?), czy po prostu w lutym działo się dużo więcej niż w styczniu - i dlatego ten miesiąc tak przeleciał, pozostawiając mnie ze spóźnieniem w opublikowaniu kolejnych "migawek"...no dobra, to oznacza, że chyba faktycznie dużo się działo ;) wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was na kolejne migawki!




/1. Zdjęcie zrobione przed premierą "Króla Lwa" - w dniu całodziennych, intensywnych (i ostatnich) przygotowań. /2. Ćwiczymy, ćwiczymy! /3. Zmęczeni, ale szczęśliwi po całym dniu przedstawień, wreszcie możemy odpocz....- a nie, czekaj, przecież jutro czekają nas kolejne 3 do zagrania ;)/


Oczywiście największym wydarzeniem miesiąca był wystawiony już po raz drugi (a pierwszy raz w zeszłym roku) musical "Król Lew", który znów z wielką radością i zaszczytem zrealizowaliśmy z pomocą ponad 100 Artystów - w tym wspaniałych uczniów i absolwentów PSM I i II st. w Koninie. Takie wydarzenia zawsze powodują, że czuję niesamowitą mieszankę ekscytacji, dumy, dziecięcej wręcz radości i... zmęczenia. Choć jest to wspaniały czas i za każdym razem czuję ogromną wdzięczność, że mogę być częścią tak niesamowitych przeżyć (a nawet je współtworzyć), to zawsze, kiedy się kończą i wracamy nocą do naszego mieszkania, czuję... ulgę. Choć może precyzyjniej byłoby powiedzieć "spełnienie"? Więcej o musicalu możecie poczytać tutaj (a przy okazji zobaczcie na te piękne zdjęcia!).



/1. Lubię niecodzienne wydarzenia, koncerty i wyjazdy, ale kto mnie zna, wie, że jestem przykładną domatorką i zwykła owsianka przygotowana w mojej ukochanej kuchni daje mi to samo szczęście, co wakacje pod palmą ;) /2. "Kłamstwa którymi żyjemy" polecałam Wam jakiś czas temu. Nie oderwiecie się (więc lepiej nie czytajcie jej mając tylko parę minut dla siebie ;)/


W lutym, ku naszej radości, udało nam się też trochę pojeździć i pozwiedzać (niech żyją ferie zimowe!), co zaowocowało poznaniem kolejnego, urokliwego miejsca w Polsce, do którego koniecznie musicie się wybrać, jeżeli jeszcze Was tam nie było. A mowa o imponujących rozmiarów Opactwie Cystersów w Lubiążu - czyli przepięknym kampusie, położonym na Dolnym Śląsku. Dacie wiarę, że ten kolos, jest prawie 3 razy większy od Wawelu??? Niestety, wciąż nie wszystkie komnaty i zakamarki są przeznaczone do zwiedzania (niektóre z nich pozostają jeszcze nawet nieodkryte), ale to co tam zobaczycie, z pewnością Was zaskoczy - i w zupełności wystarczy, żeby wczuć się w klimat tego niezwykłego miejsca. Nie sposób nie nadmienić, że prowadzeniem całego tego ogromnego przedsięwzięcia zajmuje się fundacja licząca 8 (!) osób - i to dzięki tym pasjonatom, oraz niezwykłej determinacji, Opactwo pięknieje z roku na rok. My dowiedzieliśmy się o nim w zasadzie przypadkiem - i wykorzystując wolne dni Kuby, oraz przez wzgląd na mój obecny stan, postanowiliśmy nie czekać, tylko od razu je odwiedzić (moje przeczucie, że mogłoby to być trudne z kilkumiesięcznym bobasem chyba jest trafne, prawda?). Nie żałowaliśmy ani chwili, chociaż okazało się to dużo większym wyzwaniem, niż myślałam - i wcale nie mam na myśli niezliczonej ilości kilometrów do przejścia, a raczej...

PRZESZYWAJĄCE UCZUCIE ZIMNA (i to pomimo 3 ciepłych warstw na sobie), które w zimie dostaje się razem w pakiecie z biletami :) Jeśli więc zastanawiacie się nad odwiedzinami Opactwa, zostawcie to sobie na wiosnę, lub lato. Tym bardziej, że w okolicy maja, do zwiedzania ma być dostępna BIBLIOTEKA, która właśnie przechodzi gruntowne odgruzowywanie i doprowadzanie do ładu. Nie macie nawet pojęcia jak bardzo żałuję, że jej nie zobaczę, ale liczę na to, że to jeszcze przede mną :) Wam jednak szalenie polecam zainteresować się wycieczką w tamte strony - szczególnie, że oprócz niesamowitych wnętrz, ogrodu i klimatycznej tawerny, czekać na Was będzie przesympatyczna, przepełniona pasją (i wiedzą) Pani Przewodnik, która - przysięgam - w moim odczuciu jest po prostu mistrzem w swojej profesji. Na stronie Fundacji, w "Aktualnościach" znajdziecie wszystkie potrzebne informacje dotyczące nadchodzących wydarzeń, m.in. nocnego zwiedzania klasztoru (coś dla fanów przeżyć z dreszczykiem), czy podążania szlakiem tajemnic - od strychu, po piwnice. Zajrzyjcie koniecznie!



/1-2. Zarówno gmach jak i dziedziniec robią naprawdę niesamowite wrażenie. Ale pomyślcie tylko jak pięknie będzie tu w maju, kiedy wszystko rozkwitnie.../


wejście do sali książęcej - Opactwo w Lubiążu

/Imponujące wejście do Sali Książęcej./


Opactwo Cystersów w Lubiążu, jadalnia letnia

/A tu wspaniały Refektarz Letni, który nie tylko warto było zobaczyć, ale również usłyszeć jego akustykę!/


Opactwo cystersów w Lubiążu

/"Kochanie, czy w naszym przyszłym domu możemy mieć takie okna?" :)/


Kościół Najświętszej Maryi Panny Lubiąż

/Ale chyba największe wrażenie zrobił na mnie Kościół Najświętszej Maryi Panny. W tym surowym klimacie, wśród zniszczonych murów i zbioru tajemniczych przedmiotów było coś mistycznego i...pięknego. Dacie wiarę, że odbywają się tutaj ślubne sesje zdjęciowe? /


/Opactwo Cystersów w Lubiążu - zdjęcie zapożyczone ze strony Fundacji/


/Plan Opactwa Cystersów w Lubiążu - zdjęcie zapożyczone ze strony Fundacji/



Wycieczka do Lubiąża tak naprawdę była tylko preludium naszego wyjazdu do Międzygórza - pięknego i drogiego nam miasteczka, rodem z alpejskiej bajki. Jeśli nigdy nie mieliście okazji aby odwiedzić to miejsce, koniecznie musicie to nadrobić. Miasteczko jest bardzo niewielkie, a przejście z jednego końca na drugi zajmuje może pół godziny. Za to klimat jaki tam panuje jest zdecydowanie niepowtarzalny. Międzygórze położone jest wśród niewysokich Sudetów Wschodnich. Możecie w nim nie tylko pysznie zjeść, ale także popodziwiać cudowną XIX-wieczną architekturę alpejską (Międzygórze bywa określone jako "Mała Szwajcaria"), przejść się nad wodospad "Wilczki", albo odwiedzić rozkoszny ".Ogród Bajek". To także idealne miejsce na wakacje z dziećmi :)



małżeństwo na zimowym spacerze w lesie, blog mam więcej

/Kiedy prószy śnieg, a jednocześnie świeci słońce, w magiczny sposób czas się zatrzymuje, prawda?/


/1. "czuję, że pod tym śniegiem ktoś się ukrywa"/2. "To co, idziemy?"/



Końcówka lutego przyniosła nam jeszcze wyjazd do Wrocławia, gdzie po raz kolejny mieliśmy przyjemność odwiedzić Narodowe Forum Muzyki - swoją drogą, serdecznie polecam Wam wybrać się tam na koncert. Oprócz dobrej muzyki, możecie również poprzebywać w sali koncertowej naprawdę światowej klasy - ze świetną akustyką, dopieszczoną stroną wizualną i możliwością zajmowania miejsc dookoła sceny. My pierwszy raz siedzieliśmy z tyłu orkiestry, dzięki czemu mogliśmy popodziwiać... bogatą mimikę dyrygenta ;)


/1. Sala koncertowa NFM /2. Kiedy jesteś typem człowieka, który nie uznaje programów w formie online i zawsze musi nabyć papierową wersję (a potem ją w całości przeczytać)./


/1-2. Czy ten mój mąż dużo czyta? :P Tu akurat we wnętrzu kamienicy, w której odbywała się wystawa sztuki współczesnej, zatytułowana "Ukryte parametry", na którą trafiliśmy spontanicznie i postanowiliśmy obejrzeć. Mojemu mężowi podobała się szczególnie instalacja wykonana ze starych taśm filmowych, mnie natomiast, jako miłośniczkę klasyki, najbardziej urzekły.../


/...te stare drzwi (tak wiem, że to nie eksponat)./



Dzisiaj, kiedy żyję w błogiej świadomości, że do pierwszego dnia wiosny pozostały już tylko 2 poniedziałki, mam ochotę krzyknąć: "jak dobrze, że ta zima już się skończyła"! Ale tak naprawdę muszę przyznać, że była przepiękna, o wyjątkowej (i mam wrażenie, że przez większość z nas jednak upragnionej) scenerii rodem z lat 90. Kto wie, może właśnie dlatego tak bardzo czekamy już wszyscy na kwitnące drzewa i bzyczenie pszczół? :)




***

Komentarze


bottom of page