Budowanie świadomej garderoby: czyli jak zawsze mieć się w co ubrać!
- Agnieszka

- 20 mar
- 12 minut(y) czytania
MODA I STYL

Zastanawiając się nad tym jak właściwie rozpocząć ten wpis, pomyślałam, że chyba najlepszym wyjściem będzie postawienie na samym początku pytania: "dlaczego". Jestem zdania, że odpowiedź na nie, albo będzie Twoją kotwicą w procesie budowania swojej świadomej garderoby (w kryzysowych momentach zwłaszcza), albo wręcz przeciwnie - uznasz, że nie jest to sfera życia, której chcesz poświęcać swój czas. Tak też może przecież być. Sama odpowiedź, jak się pewnie domyślasz, nie jest jednoznaczna. W zasadzie możliwości jest tyle, ile ludzi. A to oznacza, że każdy na swoje "dlaczego" musi sobie odpowiedzieć sam.
W dzisiejszym wpisie nie znajdziesz porad typu: "w tym sezonie powinno nosić się to i to", czy "największy błąd w stroju polega na" (choć pojawi się tu podobne zdanie, ale raczej w innym kontekście, niż zakładasz). Nie śmiałabym zarówno nikomu narzucać w tej kwestii swojego zdania, jak i przechwalać się modowymi mądrościami, bo sama jestem amatorką w tej dziedzinie: zwyczajną dziewczyną, która mniej więcej w szkole średniej zaczęła poszukiwać swojego stylu, po drodze popełniając mnóstwo błędów i wpadek, a jej droga do szafy marzeń trwa nadal. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie dzięki temu, to co napiszę ma szansę zostać uznane za autentyczne (a przynajmniej taką mam nadzieję) - bo jeżeli sama doświadczam ile czasu, pracy i ilości podejmowanych decyzji (przynajmniej na początku drogi) wymaga tak, zdawałoby się prowizoryczna sprawa, jak dobrze skompletowana garderoba, to znaczy, że wszystko to, co tu napiszę, opieram nie na wydumanych zasadach, ale na własnym doświadczeniu. I tak w istocie jest. Jeżeli więc z niego skorzystasz i choć trochę poczujesz się zainspirowana tym wpisem - będzie mi bardzo miło i uznam swój cel za osiągnięty.
Moja odpowiedź na pytanie dlaczego właściwie chcę się pochylić nad tematem świadomej szafy, zmieniała się wraz z wiekiem. W czasach nastoletnich moje działania były uwarunkowane niczym innym, jak po prostu pogonią za tym, żeby wyglądać "cool" (cokolwiek to znaczy). W tym specyficznym wieku w zasadzie rzadko zdarza się, że motywacja jest inna. I nawet jeżeli nie byłam typem osoby, która co tydzień biega po galeriach handlowych, kupując wszystko z dopiskiem "najnowszy krzyk mody", to zupełnie nie ulega wątpliwości, że o świadomym kreowaniu swojego wyglądu wiedziałam tyle, co kot napłakał (choć wtedy oczywiście myślałam zgoła odwrotnie). Później, we wczesnych latach studenckich, nie było o wiele lepiej. Nadal co jakiś czas ulegałam haulom zakupowym, czy buszowałam po Pinterestach, przeglądając miliony inspiracji i poszukując nie wiadomo czego. Co ciekawe - już wtedy skłaniałam się raczej w stronę prostoty i klasyki, tym bardziej wydawało mi się, że wiem co robię, bo przecież MNIEJ WIĘCEJ "ustaliłam" jakiego rodzaju ubrania mi się podobają. Rzeczywistość jednak okazała się dużo bardziej skomplikowana. No i wciąż popełniałam koszmarny błąd: stawiałam na ilość, a nie jakość. Dzisiaj wiem, że to właśnie ten modowy grzech był najważniejszą przyczyną mojego błędnego koła, polegającego na nieustannym balansowaniu pomiędzy uczuciem zadowolenia w dniu zakupu nowego ubrania, a głębokim rozczarowaniem, które pojawiało się nawet po kilku dniach - znów zostawiając mnie bezradnie stojącą przed lustrem i próbującą odpowiedzieć na pytanie: "dlaczego wciąż nie mam co na siebie włożyć"?!
Dlaczego wciąż nie miałam co na siebie włożyć, czyli wpadki które zdecydowanie kosztowały mnie najwięcej (w przenośni i dosłownie!).
Przeglądanie modowych inspiracji, kierując się tylko i wyłącznie ogólnym wrażeniem jakie wywoływało na mnie ubranie (fajne / niefajne), bez analizy kroju, materiałów i kolorów, nie mówiąc o sprawdzeniu pochodzenia (ale to już dla bardziej zaawansowanych),
Brak odpowiedniej "bazy" w szafie i zbyt duża ilość "ubrań ekstra" np. na jakieś okazje, niekoniecznie na szary poniedziałek,
Za duża ilość ubrań w ogóle i brak jakiejś logicznej spójności między nimi.
Haule zakupowe, bez planu i analizy: budżetu, sensowności danego zakupu (potrzeba, czy zachcianka? Z czym to będę nosić? Na jaką okazję i pogodę?),
Pozostawianie w szafie modnych ubrań, które jednak nie do końca mi się podobały, albo były niewygodne, ale szkoda było mi je wyrzucić, bo miały "metkę" (był czas, że takie zdobycze dostawałam po różnych ciotkach i sąsiadkach),
Zerowa wiedza na temat podstawowych zasad spójnego wyglądu i klasycznych elementów garderoby, które sprawdzą się zawsze (dlatego warto w nie zainwestować, kupując np. jedną porządną rzecz, zamiast 5 średnich),
Kompletne niezrozumienie idei "minimalizmu" i interpretowanie jej tylko w kontekście konkretnych kolorów (czytaj: szaro-beżów), czy tej mitycznej, jedynie "słusznej" ilości ubrań,
Brak przeprowadzania regularnych porządków w szafie, wobec czego w zasadzie nie bardzo wiedziałam co w niej właściwie jest.
Zanim przejdę dalej, chcę jeszcze podzielić się z Tobą pewnym odkryciem, które uważam za nieoczywiste (szczególnie w dzisiejszym świecie) i przede wszystkim bardzo, ale to bardzo uwalniające. Mianowicie: nie każdy musi odkryć swój modowy styl i wcale nie jest powiedziane, że przez to będzie mu się żyło gorzej. Dzisiejszy świat mówi nam co innego, ale warto słuchać w tym temacie swojej intuicji (jak z resztą w większości spraw). Po prostu: są osoby, które wewnętrznie tego potrzebują, a wygląd ma dla nich istotne znaczenie (bo np. bezpośrednio oddziałuje na ich samopoczucie), ale są też takie, które nie przywiązują do tego większej uwagi i wolą swoją energię przeznaczyć na inne aktywności (uwaga! To wcale nie musi oznaczać, że Ci drudzy chodzą w workach po ziemniakach). Żadna postawa nie jest lepsza, ani gorsza, a właściwa jest tylko ta, która odpowiada na nasze potrzeby (o ile świadomie nie przyczyniamy się do krzywdy innych ludzi i zwierząt, ale do tego dojdziemy). Podobnie z budowaniem samej garderoby. Jednym przyjdzie to bardziej intuicyjnie, drudzy namęczą się trochę mocniej. Choćbyśmy wszyscy stosowali te same, "uniwersalne" zasady, efekt i tak będzie różny - i taki powinien być. Bo celem jest stworzenie garderoby ułatwiającej NASZĄ codzienność i uzupełniającej NASZ styl życia. Nie ten, który dzisiejszy świat uznaje za jedyny słuszny (po czym modyfikuje go co sezon) ;)
/1-2. Jedne z pierwszych książek, dzięki którym zainteresowałam się tematem mody i budowania swojego stylu - do dziś mam do nich ogromny sentyment i lubię co jakiś czas wracać. Na drugim zdjęciu wspaniała 80 -letnia aktorka i modelka Helena Norowicz, Życzę sobie mieć tak piękną aurę w tym wieku! /
Wróćmy do tematu motywacji. Dzisiaj moje "dlaczego" jest już zupełnie inne od tego, które kierowało mną lata temu. Pewnie się tego domyślasz, ale ma to bezpośredni związek z tym, że z zakompleksionej nastolatki, a potem wciąż niepewnej siebie studentki, stałam się kobietą po 30-stce, która ma już pewne doświadczenie i wie, że jej wartość nie zależy od tego, co ma na sobie. Poza tym, dużo lepiej poznałam samą siebie, wiem jak funkcjonuję na co dzień i jakie rzeczy to funkcjonowanie mi ułatwiają. Podjęłam również decyzję, że nie chcę zadowalać się tanimi półśrodkami i ubraniami, które w najlepszym wypadku przetrwają jeden sezon, bo raz, że mnie na to nie stać i uważam takie działanie za marnotrawstwo pieniędzy, a dwa - zdałam sobie sprawę, że kupując w ten sposób, szkodzę nie tylko swojemu portfelowi, ale także środowisku, przyczyniając się do napędzania mody fast fashion, która bardzo często bazuje na nieetycznym traktowaniu ludzi i zwierząt (nie chcę się tutaj zbytnio rozwodzić nad tym tematem, bo napisałam o tym cały obszerny wpis, do którego gorąco Cię zapraszam). Ale chociaż wymienione wyżej powody są dla mnie bardzo ważnym motorem do zmiany swoich nawyków w kontekście ubrań, to nie są oczywiście jedynymi. Niemniej istotnym faktem jest również to, że lubię czuć się dobrze w swoich ubraniach i dobrze w nich wyglądać, niezależnie od tego co robię, gdzie jestem i z kim się spotykam. Czy to oznacza, że przywiązuję nadmierną uwagę do swojego wyglądu i spędzam mnóstwo czasu przed swoją szafą? Nie. Wręcz przeciwnie - choć musiałam się tego nauczyć. Ale po kolei. Pozwól, że najpierw w kilku punktach opowiem Ci po co to wszystko.
To mnie zmotywowało (i wciąż motywuje) do zmiany swoich nawyków w kontekście budowania swojej garderoby:
Świadomość, że mogę dzięki temu dołożyć swoją cegiełkę do ochrony środowiska, oraz nie przyczyniać się do nieetycznej i szkodliwej dla wielu ludzi i zwierząt polityki mody fast fashion.
Świadomość, że tak naprawdę wydaję mniej - ponieważ kupując ciuchy lepszej jakości, kupuję je rzadziej i na dłużej. Przekonałam się, że zamiast kilkunastu swetrów na jeden sezon, wolę mieć zaledwie kilka sztuk - za to porządnych (i tak najczęściej je noszę, właśnie przez to, że dobrze wyglądają).
Nie chcę być zakompleksioną dziewczyną, która potrzebuje kompulsywnych zakupów, żeby poprawić sobie humor, czy wzmocnić swoją wartość (a właśnie taki model jest idealnym klientem marek fast fashion).
W miarę możliwości chcę wspierać przede wszystkim polskie marki.
Świadomość, że jestem z tych, którzy po prostu lubią mieć swój styl i dobrze wyglądać. I że nie ma co się przed tym wzbraniać, udając kogoś innego ( lub przejmować się cudzą opinią), tylko brać się do roboty i małymi krokami iść ku wyznaczonym celom.
Nadmiar ubrań i ślepe podążanie za modą powodował, że wciąż musiałam poświęcać mnóstwo czasu na stylizację, którego tak naprawdę nie mam. Umiar, dobra jakość i przemyślane zakupy z kolei sprawiają, że zawsze mam co na siebie włożyć, a odzyskany czas mogę poświęcić na dużo ważniejsze sprawy, niż ciuchy.
Chociaż lubię modę, a to jak wyglądam, wpływa na moje samopoczucie, wcale nie uśmiecha mi się stać pół godziny przed szafą każdego ranka, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: "co dziś na siebie włożyć?". Z tego powodu najczęściej planuję ubiór na następny dzień wieczorami. Mam małą szafę, więc raczej prasuję rzeczy tuż przed założeniem (niestety prasowanie tzw. "zbiorcze" powoduje, że finalnie i tak wyjmuję je pogniecione. A może nie umiem składać?) - a ponieważ mam niewielkie mieszkanie, to również wymaga ode mnie zaplanowania: trzeba rozłożyć deskę, poprasować, a potem znów odłożyć ją do szafy, bo w przeciwnym razie nie będzie przejścia w korytarzu. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdarza mi się z tego powodu narzekać. Tak naprawdę marzę o garderobie, gdzie deskę do prasowania będę miała rozłożoną non-stop, a większość rzeczy pouwieszam na drążku. Czy to się kiedyś spełni? Mam nadzieję :) Ale na razie jest jak jest, mogę więc albo codziennie z tego powodu marudzić, albo... podwinąć rękawy i zwyczajnie wpisać w kalendarz (dosłownie lub w przenośni) czas poświęcony na planowanie ubioru i prasowanie rzeczy. Na razie wybieram to drugie. Dosyć często bywa jednak, że zupełnie nie mam czasu, albo weny i muszę podjąć decyzję co do ubioru w ciągu max. 10 sekund. Kilka lat temu natrafiłam na podcast Katarzyny Zajączkowskiej "Odpowiedzialna moda" - i tam znalazłam idealne rozwiązanie tego problemu, jakim jest skompletowanie kilku zestawów na różne okazje, w których zawsze wygląda się dobrze. Szczerze? Dla mnie strzał w dziesiątkę. Przyznam się, że chwilę trwało, nim zapamiętałam dane zestawy, ale znacznie ułatwiło mi po prostu... zrobienie w nich sobie zdjęcia, a potem zapisanie w telefonie, w dedykowanym folderze (wciąż tak działam, kiedy uda mi się wymyślić coś nowego, co mi się spodoba). Jeśli wydaje Ci się, że to przesada, albo zbyt dużo z tym zachodu... to bez obaw, jesteś w tym punkcie, w którym też byłam! Spróbuj zastanowić się przez chwilę: ile trwa zrobienie sobie zdjęcia przed lustrem? A ile ciągłe zastanawianie się co by tu dzisiaj ubrać... no właśnie!
/1-3. Ostatnio mój ulubiony zestaw po domu, w którym chodzę non-stop (i jeden z niewielu, w którym się aktualnie mieszczę): zero makijażu, biały T-shirt, bawełniana bluza i legginsy wpuszczone w wełniane skarpetki (nie rozumiem, jak kiedyś mogłam chodzić z gołymi kostkami przy temperaturze poniżej zera - znak, że się zestarzałam;)) - a jak muszę wyjść, biorę tylko parkę i torebkę. Prościej już się nie da
i chyba dlatego tak mi w tym dobrze./
11 zasad, które porządkują moją szafę i realnie pomagają mi budować świadomą garderobę.
Jeśli poczułaś się właśnie zaintrygowana, a może nawet już zdecydowałaś, że i Ty chciałabyś zmienić swoje ubraniowo - zakupowe nawyki, to już teraz szczerze Ci gratuluję. Być może wydaje Ci się, że to nic nie znaczące posunięcie w skali problemów świata, ale to nieprawda. Każda zmiana ma znaczenie. Moim zdaniem warto również pamiętać o tym, że praktyki, które decydujemy się podejmować, niosą ze sobą określone konsekwencje (dobre, lub złe) nie tylko "dla świata", ale również dla naszego własnego samopoczucia i... portfela. Z doświadczenia wiem, że takie myślenie potrafi sporo zmienić. Ok, ale być może zastanawiasz się teraz: jak się w ogóle do tego wszystkiego zabrać? Jak odróżnić dobry zakup od złych? Jak nie pogubić się w tym milionie inspiracji, reklam i fake-newsów? Jak...?
Przede wszystkim weź głęboki oddech i pamiętaj jedną rzecz: nie musisz wszystkiego ani od razu wiedzieć, ani robić. Droga do zbudowania idealnej garderoby, jak większość ważnych dla nas "projektów" - nie trwa chwilę, ale jest procesem, często wieloletnim. Jednak niech Cię to nie zniechęca, ponieważ już teraz Ci gwarantuję: stąpanie małymi krokami może być naprawdę emocjonujące i przynoszące frajdę. Jak już mówiłam: sama jestem w drodze. I tak, bywa, że zobaczę jakiś szałowy ciuch w internecie, albo za szklaną witryną i pomyślę: "o kurczę, chciałabym to mieć". Ale systematyczna praca nad swoimi nawykami sprawia, że potrafię uchwycić taki "kryzysowy moment" i pohamować samą siebie, poddając swoje uczucia (i odruchy) analizie. Uczę się cierpliwości i sztuki podejmowania racjonalnych decyzji. I możesz mi wierzyć, lub nie - taka umiejętność daje ogromną satysfakcję i przydaje się w wielu innych sferach życia, nie tylko tych dotyczących ubrań :)
Ok, przejdźmy zatem do konkretów. Przygotowałam kiedyś listę zasad i nawyków, którymi staram się kierować na co dzień przy kompletowaniu swojej garderoby, a dziś chcę się nią podzielić również z Tobą - dlatego możesz ją również wygodnie pobrać w formacie PDF na końcu wpisu (znajdzie się też miejsce na Twoje własne przemyślenia!) Mam nadzieję, że dzięki tej liście będzie Ci łatwiej ruszyć z miejsca... i wytrwać :)
Stwórz listę ubrań, które chciałabyś mieć w swojej szafie (np. na komputerze, albo w telefonie - będziesz ją mieć pod ręką). Nie spiesz się z nią, powinna być przemyślana i budowana stopniowo. Możesz dołączyć zdjęcia inspiracyjne. Ubrania podziel na kategorie: np. "wierzchnie", "buty", "basic", "na wyjścia" itd. Ważne, żeby każda wpisana tam pozycja była zgodna z tym co lubisz nosić i co Tobie ułatwi codzienność (pamiętaj, że trendy szybko przemijają i warto inspirować się nimi z głową. Najważniejsza jednak powinna być Twoja intuicja). Każdy zakup odhaczaj na liście, a przed kolejnymi zakupami sprawdź czego Ci brakuje. Listę oczywiście możesz w miarę potrzeb rozszerzać, ale rób to rozważnie i bez pośpiechu. Staraj się unikać kupowania czegoś spoza listy, a jeśli coś takiego wyjątkowo mocno wpadnie Ci w oko, poczekaj z zakupem kilka dni - jeśli po upływie tego czasu nadal będziesz chciała nabyć tę rzecz, to oznacza, że prawdopodobnie nie jest to zwykła "zachcianka".
Rozważnie dobieraj inspiracje. Nie obserwuj dziesiątek kont na Instagramie, ani nie twórz tablic na Pintereście z setkami ładnych obrazków, bo za chwilę w nich utoniesz. Ogranicz, a najlepiej zrezygnuj z subskrypcji maili marketingowych marek odzieżowych (zostaw sobie np. kilka wybranych) - częstotliwość reklam i "okazji" będzie Cię tylko niepotrzebnie rozpraszać. Zamiast tego warto mieć kilka sprawdzonych źródeł inspiracji, które są zgodne z Twoją estetyką i stylem życia (to mogą być blogi, konta wybranych osób na Instagramie, poszczególne marki odzieżowe, albo wyselekcjonowane piny na tablicy Pinterest - pamiętaj o umiarze!)
Zawsze czytaj skład ubrań i staraj się sprawdzić pochodzenie danego produktu. Pomocna może się okazać ta oraz ta strona. Materiały są różne i nawet podstawowa wiedza w tym zakresie ogromnie ułatwia podejmowanie decyzji zakupowych (nie każdy materiał naturalny jest zawsze dobrym wyborem, z kolei materiały sztuczne to nie to samo co syntetyki!) Trudno zawrzeć wszystkie informacje w jednym wpisie, ale zachęcam Cię na początek do tego podcastu). Gorąco polecam również książkę Katarzyny Zajączkowskiej "odpowiedzialna moda" - prawdopodobnie kupisz ją już tylko z drugiej ręki, ale zapewniam Cię, że wiedza jaką tam znajdziesz, jest warta zachodu. Alternatywnie możesz również postawić na audiobooka - z tego co wiem, wciąż jest dostępny :)
Pamiętaj, że liczy się jakość, nie ilość. W cenie 3 par tanich dżinsów, które przetrwają jeden, maksymalnie dwa sezony, może warto kupić jedne, za to świetnie skrojone i ponadczasowe?
Jeśli nie jesteś pewna zakupu, zadaj sobie pytania: "z czym będę to nosić? W jakich okolicznościach? Czy za rok będzie mi się to podobać? Czy nie mam już czegoś podobnego? Czy to moja potrzeba, czy zwykła zachcianka"?
Całkowicie wyeliminuj zakupy marek ultra fast fashion takich wielkich koncernów jak Shein, Temu itd. Uważaj również na popularne "sieciówki", ponieważ one także niejednokrotnie kierują się zasadą tzw. "szybkiej mody". Przede wszystkim czytaj składy i sprawdzaj pochodzenie (w miarę możliwości). Warto również rozważyć kupowanie ubrań z certyfikatami, potwierdzającymi etyczny proces produkcji i jakość produktu np. GOTS, czy FAIRTRADE COTTON. W tym temacie podsyłam Ci kolejny artykuł.
Zadbaj o swoje bejziki! Czasem wydaje się, że bez tych "szałowych" ubrań na wielkie wyjścia, nasza garderoba jest nudna i niekompletna, ale... zadbaj o właściwe proporcje. Kilka dobrych jakościowo T-shirtów, dobrze skrojone dżinsy, porządna marynarka, czy wełniany sweter (i przewiewna, wygodna bielizna!) będą na początku dużo bardziej istotne, niż sukienka w najmodniejszym fasonie, którą włożysz raz w roku. To w czym chodzisz najczęściej, powinno być jak najlepszej jakości, nie na odwrót. Martwisz się, że nie stać Cię na takie ubrania? Spokojnie, pamiętaj - nie wszystko na raz, działaj krok po kroku... i pamiętaj, że istnieją second-handy!
Zamiast wciąż kupować coś nowego, rozważ naprawę, lub przerobienie ubrania. Działając w ten sposób nie tylko oszczędzasz, ale również tworzysz coś unikatowego, przy okazji wspierając lokalnych szewców, czy krawcowe.
Unikaj centrów handlowych, promocji, zakupów na poprawę humoru, czy okazji na "black friday" (podczas którego w wielu miejscach ceny wcale nie są obniżane, tylko sztucznie pompowane). To prosta droga do wpadania w wir zakupów i rozczarowania nimi nawet po kilku dniach (sprawdzone wielokrotnie, ech.) Trzymaj się swojej listy i nie idź ślepo za tłumem.
Regularnie sprawdzaj zawartość swojej szafy - nie ma sensu trzymać w niej rzeczy, których nie miałaś na sobie przez kilka lat. Możesz je oddać, sprzedać, albo wrzucić do odpowiednich kontenerów. A może warto coś naprawić, lub przerobić? Nie popadaj jednak w skrajności - zbyt mała ilość ubrań też nie jest dobra i tylko zachęca Cię do kolejnych zakupów! Pamiętaj, że liczą się małe kroki (ile razy już to powiedziałam?), a minimalizm to nie "jedyna słuszna" ilość rzeczy, a taka, która jest Ci potrzebna i którą regularnie nosisz! We wszystkim szukaj umiaru.
Daj sobie czas. Ćwicz cierpliwość. Staraj się edukować w zakresie odpowiedzialnej mody, materiałów, czy składów ubrań - to niesamowicie pomaga wytrwać w swoich postanowieniach. Miej z tyłu głowy, że idealna szafa to proces i działanie na zasadzie etapów - ale efekt jest warty zachodu. W końcu świadomość, że jesteś na drodze do budowania idealnie skrojonej dla Ciebie szafy, pełnej jakościowych i ponadczasowych ubrań, brzmi fantastycznie, prawda?
/1-2. Aktualnie mój plan na marzec / kwiecień. Ten skórzany płaszcz dostałam kiedyś od swojej cioci. Jest piękny, ale trochę zniszczony: w wielu miejscach skóra jest sucha, lub popękana, gdzieniegdzie brakuje guzika itd. Zamierzam jednak spróbować doprowadzić go do porządku, bo ma świetny krój, soczysty kolor - no i można z nim tworzyć naprawdę super stylizacje - zajrzyjcie tu, a wiadomo ile warta jest dziś prawdziwa, etycznie pozyskiwana skóra!/
Na zakończenie dzisiejszego wpisu, chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną, właściwie najważniejszą rzecz. Choć cały proces budowania świadomej garderoby może sporo zmienić (nie tylko w naszej szafie, ale również w głowie), to warto podkreślić, że nawet najpiękniejsze i najbardziej jakościowe ubrania, czy dodatki, nie zastąpią... kultury osobistej. Co chcę przez to powiedzieć? Że ostatecznie ubrania, to tylko ubrania i z tyłu głowy warto jednocześnie pamiętać, że naprawdę nie "szata zdobi człowieka". Jak to przełożyć na życie? Po pierwsze: nie oceniajmy tego, jak wygląda drugi człowiek. Nie pozwólmy sobie na złośliwe komentarze (czy to w prawdziwym świecie, czy w internetowych przestworzach). Nie dajmy się wpuścić w błędne koło porównywania, i prowadzenia rankingu "lepiej" i "gorzej" ubranych, bo wygląd drugiego człowieka to zupełnie nie nasza sprawa i w tej materii najlepiej jest po prostu skupić się na sobie, lokując energię gdzie indziej: w uśmiech, przytrzymanie komuś drzwi w windzie, czy w posługiwanie się kulturalnym językiem. W moim przekonaniu dopiero w takim zestawieniu możemy mówić o pięknej prezencji :)
Plik do pobrania:
***
















Komentarze